Aktualności

O fenomenie polskości, islamskich imigrantach i łagodności polskiej polityki

Posted on

Przedstawiam drugą część blisko godzinnego wywiadu, jaki prowadził ze mną dla Programu Pierwszego Polskiego Radia redaktor Maciej Zdziarski.

Ryszard Czarnecki wieczorny gość Radiowej Jedynki i o tej bieżącej polityce, ale ciągle z perspektywy historycznej, z perspektywy zastanawiania się nad fenomenem polskości, będziemy rozmawiać w trzeciej części naszej rozmowy.

Mówi się że polska polityka Anno Domini 2017, 2016, 2015, jest polityką brutalną. Pan podziela te opinie?

Nie, proszę nie żartować. Ja jednak dużo jeżdżę po świecie i jak Pan porówna polską politykę z polityką amerykańską, a także polityką brytyjską - a mówię o tym, na czym się znam. Byłem wielokrotnie w USA, pierwszą kampanię wyborczą widziałem w 1992 roku – to było pierwsze zwycięstwo Williama czyli Billa Clintona. Kampania amerykańska, brytyjska na pewno są dużo bardziej brutalne niż ta w Polsce i polska polityka. Ale też z drugiej strony trzeba porównać to z polityką na Wschód od nas i nie mówię tu nawet o rosyjskiej, ale o ukraińskiej. Kampania ukraińska, tu ciekawostka jest - co do kosztów wydawanych pieniędzy – drugą kampanią na świecie po amerykańskiej, ale też stopień jej brutalności i agresji jest większy niż w Polsce.

Myślę też, że na szczęście, Bogu dzięki, tutaj możemy wskazywać na takie przykłady w literaturze, które mówią, dlaczego w Polsce nie było wojen religijnych jak naszych sąsiadów? Ja to traktuję jako wielką zaletę i Bogu dzięki, że nie było. Tak naprawdę – pisał Krasiński - Polakom nie chciało się specjalnie walczyć w jakiejś tam wojnę religijną - „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna” - to już Szymon Szymonowic. Coś, co dzisiaj uznajemy za plus, Krasiński trochę tak wykpiwał. Chociaż Polska bez stosów to dla nas wielka wartość. Warto pouczającym nas nauczycielom czy sędziom i prokuratorom - to metafora! - z Zachodu właśnie to pokazywać.

Ale o to jeszcze zapytam, bo temat imigrantów musi się pojawić w naszej rozmowie, ale zapytałem o tę brutalność, dlatego że dla kogoś, kto jest historykiem zafascynowanym tworzeniem się polskości po roku 1918 jest zupełnie oczywiste że II Rzeczpospolita była pod tym względem znacznie bardziej brutalna. Dzisiaj mamy taki obraz z Drugiej Rzeczpospolitej jako takiej pięknej chwili polskiej wolności, idylli. Ale przecież tak nie było?

Oczywiście, że nie.

Ale nie przez całe 21 lat przynajmniej

… Jednak zamach majowy, jednak sto kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, ale także co by nie powiedzieć, był duży problem komunistów, którzy ewidentnie byli agentami Moskwy. Byli partią sowiecką i dla nich też była Twierdza Brzeska. Tak, to surowe więzienie było także dla ukraińskich nacjonalistów, którzy mordowali polskich ministrów jak Pierackiego, czy innych polityków, jak Tadeusza Hołówkę.

… byli premierami, jak Witos.

Nie jest to dobra tradycja. Ja nie mówię o Józefie Piłsudskim, ale mówię bardziej o tych, którzy po jego śmierci już tę politykę uprawiali.

… o sanatorach

tak, i to musiało wtedy i musi dzisiaj budzić, prawdę mówiąc, kontrowersje.

Ale jak to pogodzić z tym, że chcemy jednak mówić roku 1918, jako o ważnej dacie konstytuującej powrót do państwowej polskości po 123 latach, bo wszyscy stoimy dzisiaj przed tym dylematem, jak opowiadać o sobie, o swojej historii. Tutaj pojawia się ten drugi wątek, który Pan wywołał. Partia polityczna, którą Pan reprezentuje jest, mówiąc najprościej, dość niechętna zapraszaniu imigrantów do Polski, ale przecież chętnie odwołuje się do paradygmatu Polski bez stosów, Polski wieloetnicznej i polski wieloreligijnej, i Polski wielokulturowej. Jak sobie z tym wszystkim radzić?

To jest w gruncie rzeczy bardzo proste. Skoro Polska, nasza Polska, współczesna Polska, przyjęła przed 20 laty, gdy Rosja napadła na Czeczenię, prawie 100 tysięcy muzułmanów – Czeczeńców.

Bardzo płomiennie wtedy w ich interesie wypowiadał się Mariusz Kamiński z AWS,

…na przykład, ale również Adam Borowski. Z tych blisko 100 tysięcy zostało około tysiąca, reszta wyjechała z powodów socjalnych, ekonomicznych - do Austrii, do Niemiec, Szwecji, Danii. Ciekawe, Adam Borowski ostatnio opowiadał mi, że zaprzyjaźnił się z taką czeczeńską rodziną, która wyjechała do Austrii, potem tam do nich pojechał, spotkał się. I tragedia w rodzinie. Oni nie byli żadnymi fundamentalistami. Ale ich syn z Austrii pojechał do Syrii walczyć w szeregach Państwa Islamskiego i zginął. Syn emigrantów czeczeńskich, którzy uciekali przed Rosjanami do Polski, a potem jechali do Austrii. A więc to kolejne pokolenie tych umiarkowanych muzułmanów staje się radykalnymi muzułmanami, a nawet wręcz terrorystami.

Mamy prawo kształtować sami politykę imigracyjną. Możemy ściągać Ukraińców na przykład, dawać możliwości pracy ludziom z Ukrainy i innych dawnych republik Związku Sowieckiego. Jeżeli ktoś tu się oburzy, to powiem tak: no przecież pani kanclerz Merkel w swoim czasie, z 10 lat temu, jednoznacznie i słusznie powiedziała, że Niemcy potrzebują 100 tysięcy informatyków. I te 100 tysięcy informatyków zostało ściągniętych z różnych krajów, także spoza Europy, np. z Indii, itd. - to jakoś oburzenia nie budziło. Wtedy Niemcy kształtowały politykę imigracyjną rozsądną, pragmatyczną. W ostatnich latach już nie. Mamy przede wszystkim obowiązek jako polscy politycy dbać o polskich obywateli, szerzej niż w kontekście trzech, czterech, pięciu lat.

Myślałem, że politycy myślą tylko o najbliższej perspektywie wyborczej.

Trzeba myśleć w kontekście polityki na 50 lat naprzód. Może mi Pan to przeanalizuje - kto robi te zamachy terrorystyczne w miastach Europy Zachodniej a także w Konstantynopolu, który jest zwany teraz Istambułem? Kto to robi? Oczywiście są to częściowo najnowsi uchodźcy, ale w większości są to ludzie, którzy są synami, wnukami imigrantów muzułmańskich do Wielkiej Brytanii, Francji, Belgii, Niemiec.

I którzy zakwestionowali pewien model wypracowany przez swoich rodziców

Tak. To oznacza, że my teraz zapalając czerwone światło dla imigrantów spoza Europy, głównie, mówiąc otwartym tekstem, islamskich, do Polski, my nie tylko powodujemy, że nie będziemy mieć zwiększenia przestępczości, drobnej czy ciężkiej, w perspektywie lat kilku. Ale to, że nie wpuszczając ich teraz my zwiększamy bezpieczeństwo Polski w perspektywie lat 40-50-ciu, bo ich dzieci czy wnuki, którzy będą mieli skłonność do radykalizmu, nie urodzą się w Polsce, tylko w krajach Europy Zachodniej.

Wiele wskazuje na to, że Polska za 10, 20 czy 30 lat nadal będzie różnić się znacząco albo jeszcze bardziej znacząco od w sensie demograficznymi, struktury narodowej, by tak powiedzieć, od krajów Europy Zachodniej. Jakby Pan miał na zakończenie naszej rozmowy powiedzieć jakie z polskich zdarzeń, tradycji, wartości są tymi, które w tym stuleciu odzyskania niepodległości, a już za 3 miesiące zacznij się rok 2018, rok jubileuszowy jakie z tych tradycji będą budowały polskość najbliższych dekad. Do czego warto się odwoływać? O czym warto mówić kształtując opowieść o polskość po 2018 roku?

Ja myślę że jednak synteza pozytywizmu i romantyzmu. Pozytywizmu w tym sensie, że trzeba pokazywać, pan wspomniał o mojej Wielkopolsce, którą mam zaszczyt reprezentować w w Parlamencie Europejskim,

….To trochę mało znana historia. No coś tam wiemy, że był jakiś wóz Drzymały, że jak ktoś oglądał serial, to oczywiście też coś słyszał. Ale jakby popytać o to co zrobił Szamarzewski na przykład i jaki jest jego wkład w odbudowę polskości i podtrzymywanie polskości, to nie wielu by wiedział kto to jest…

Brawo! Brawo! Wymienia Pan tutaj księdza-kapłana, który był wielkim ojcem chrzestnym różnych inicjatyw ekonomicznych, które broniły polskości

…ruchu spółdzielczego, bankowości

a więc polskość, która była broniona, której instrumentami obrony, trwania, przetrwania, były właśnie różne formy organizacji ekonomicznej i to w tym bardzo takim specyficznym zaborze pruskim, gdzie ta bardzo zdyscyplinowana, konsekwentna machina niemiecka była bardzo groźna, tam Polacy musieli, że tak powiem, też w sensie organizacyjno-ekonomicznym nawiązać rywalizację. Być na tym samym poziomie czy nawet wyższym.

To jedna tradycja. A co jeszcze?

Romantyzm. Ja pewnie gdybym był we władzach Armii Krajowej czy też był delegatem Rządu RP na Kraj, to pewnie głosowałbym przeciwko Powstaniu Warszawskiemu, co mi nie przeszkadza z największą czcią i największą admiracją oddawać hołd tym wszystkim młodym ludziom, którzy za Polskę zginęli. Mówienie o tej tradycji właśnie może nie tyle samego Powstania, a co o tradycji tego pokolenia II RP , które nie pytało „Polsko, co możesz mi załatwić, co możesz mi dać?”, tylko „co ja Tobie, Polsko, mogę dać?”. I to trzydzieści lat przed Kennedym.

Wydaje mi się więc, że obie te tradycje są ważne: pozytywistyczne - które wzmacniają ekonomicznie Polskę tak, żeby była szanowanym podmiotem na arenie międzynarodowej - i te romantyczne. Bo wie Pan, jeżeli dzisiaj - to już kończąc - dwa razy większe od nas państwo, państwo niemieckie, ma silną armię, bardzo nowoczesną, ale we wszystkich rankingach specjalistów od obronności polska armia jest stawiana wyżej od niemieckiej, po Brexicie obok francuskiej, włoskiej jako jedna z trzech najsilniejszych w Unii Europejskiej, to z czego to wynika? Ano z tego, że w tych rankingach też bierze się pod uwagę to, czy to młode pokolenie chce się bić czy się nie chce bić. Czy młode pokolenie jest gotowe w razie czegoś, gdyby coś nie daj Boże się stało, to czy młodzi Polacy są gotowi bronić ojczyzny?

Bić się czy nie bić? To jest pytanie, które w największym stopniu – aby nie powracało.

Młodzi Polacy są bardziej patriotami swojej ojczyzny niż młodzi Niemcy i dlatego ta polska armia i polska gotowość obronna jest ceniona wyżej niż niemiecka.

Oby to pytanie nigdy nie musiało stać się pytania praktycznym, niech to będzie nasza pointa. Ale zawsze trzeba być na to gotowym. Ryszard Czarnecki, wieczorny gość Radiowej Jedynki. Bardzo dziękuję Panu za to spotkanie.

Dziękuję za ciekawą rozmowę.

Aktualności

Krotochwile i budżet UE

Posted on

Z Księgi (Nowych) Przysłów Polskich: „Gersdorf świeczkę, Nowakowi zegarek”. A jak nazwano obstrukcję posłów totalnej opozycji w Komisji Sprawiedliwości? „Liberum Bełkot”. Oczywiście to tylko dla tych, co choć trochę wiedzą o dziejach I Rzeczpospolitej. Od historii przejdźmy do finansów. „Ściepa” na ekslidera KOD-u Kijowskiego. W Warszawie mówi się, że jak trafi na Trzaskowskiego, to Kijowski 20 groszy ma na bank. Od finansów przejdźmy do kinematografii. Pamiętamy „Scooby Doo”? To właśnie ten film stał się kanwą tego, co dzieje się w partii „Nowoczesna”. Odszedł Fred – filmowy dandys z apaszką. Teraz jest Velma w okularach i podkolanówkach. W rezerwie kadrowej pozostają – Shaggy czyli ktoś taki jak Misiło z bródką i Daphne, mała, z głosem niczym pani Gasiuk-Pihowicz. A co z Petru? Propozycja, by został szefem „rady mędrców” jest świetna, pod warunkiem, że ogłoszą to w Święto Sześciu Króli. A wiadomość o tym dotrze do wszystkich – 130! ‒ państw na świecie. Gorszym wariantem jest zesłanie mojego imiennika na jakąś wyspę. Napoleon tkwił na Elbie, Petru pewnie wolałby Maderę, bo już troszkę ją zna.

Porzucając historię, geografię, życie polityczne, kinematografię, itd., przejdźmy do wyborów. Szef Państwowej Komisji Wyborczej oświadczył, że propozycje odnośnie logistyki wyborczej AD 2018 wymyślił „Mały Kazio”. Skoro tak, to wyborami samorządowymi AD 2014 zajmował się, toutes proportions gardées, „Duży Wacek” (i nie chodzi o pisarza Wacława Sieroszewskiego). Od wyborów tylko krok do działalności charytatywnej i to na forum międzynarodowym. Tu okazało się, że muzyk Bono jest trochę mało „pro publico”. Ale zostawmy Irlandczyka i Afrykę w spokoju – wróćmy do rozrzutnego Trzaskowskiego i kampanii wyborczej. Podobno ogólnopolskim hasłem Platformy Obywatelskiej w przyszłorocznych wyborach samorządowych i to hasłem ogólnokrajowym ma być: „żeby było tak, jak było”. Ale szansę ma również drugie hasło: „żeby było tak, jak gdyby nigdy nic nie było”.

Zostawiając te krotochwile, ruchem konika szachowego jesteśmy w Brukseli. A tutaj europarlament uroczyście klepnął budżet UE na Rok Pański 2018. Polska dostanie tyle, ile było w planie i ani euro mniej. Zatem wszystkie te pohukiwania na Rzeczpospolitą, tupanie, straszenie, szantażowanie, że jak nie przyjmiemy muzułmańskich gości spoza Europy, to nam szanowna Unia przykręci kurek z pieniędzmi - na nic się nie zdały. Strachy na Lachy. Jakoś nie przykręciła. Przykręciła za to Turcji, która dostanie aż o 105 milionów euro mniej. Można powiedzieć, że nic nam do tego, co nad Bosforem i że nasza chata z kraja. Jednak w dzisiejszym świecie jest tak, że , gdy oni w Konstantynopolu kichną, to my nad Wisłą, Wartą, Odrą i Bugiem możemy mieć co najmniej katar, a nawet i zapalenie płuc. Cóż, w kontekście Ankary przypomina się stare polskie powiedzenie: „Słowo się rzekło, kobyłka u płotu”. Skoro UE obiecała Turkom 6 miliardów euro, a teraz robi wszystko, żeby tej rzeki szmalu tam nie wysłać, to musimy mieć świadomość, że oni z kolei, po złości, mogą podnieść szlaban i zafundować nam inwazję muzułmańskich imigrantów z Iraku i Syrii, póki co koczujących jeszcze w azjatyckiej części Turcji. Coś za coś. „Oko za oko, ząb za ząb” ‒ jak w Kodeksie Hammurabiego.

Z polskiej perspektywy bitwa o budżet na AD 2018 została wygrana. Ale na horyzoncie nowy polityczno-ekonomiczny mecz o kolejny budżet wieloletni UE. Trochę to randka w ciemno, bo wciąż jeszcze nie wiadomo czy będzie to budżet 7-letni, jak dotychczas, czy 5-letni – co forsują Niemcy. Jedno jest pewne: nasz kraj otrzyma mniej pieniędzy. Nie wynikać to będzie wcale z jakiegoś unijnego gniewu na przywracanie Polsce normalności, tylko z dwóch całkiem obiektywnych powodów. Pierwszym z nich jest pożegnanie się Wielkiej Brytanii z UE i spora wyrwa unijnym w budżecie. Drugim zaś fakt, że Polska staje się krajem coraz zamożniejszym – za rządów PiS wyprzedziliśmy Grecję, gdy chodzi o PKB per capita.

*tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (04.12.2025)

Aktualności

O J. Kaczyńskim i M. Morawieckim: „prezes PiS gwarantem równowagi”

Posted on

“Super Express”: - Co tu się wydarzyło? Hołubiona przez was Beata Szydło, którą lubią ludzie, nagle zostaje zmuszona do rezygnacji i oddania fotela premiera Mateuszowi Morawieckiemu. Ludzie tego nie rozumieją i nie wiem, czy rozumieją to sami politycy PiS.

Ryszard Czarnecki: - O rekonstrukcji rządu, w tym wymianie premiera, mówiło się od kilku miesięcy. Dlatego w żadnym razie nie może to być niespodzianka. Niespodzianką może być to, że nie Jarosław Kaczyński, ale Mateusz Morawiecki zostaje nowym szefem rządu.

- Nie? Jeszcze pod koniec października pani premier przekonywała, że to ona dokona rekonstrukcji, a nie ją będą rekonstruować. Ministrowie zostają, a ona musi odejść.

- Teraz złożyła rezygnację i co mogę oficjalnie potwierdzić, będzie wicepremierem ds. socjalnych i nadal gra w biało-czerwonej drużynie. Tandem Szydło-Morawiecki będzie dalej działał. Teraz jako Morawiecki-Szydło. Możemy więc mówić o twórczej kontynuacji.

- Tyle że degradujecie panią premier. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni, czym sobie na to zasłużyła.

- Niech pan już kupuje dla mnie tego konia z rzędem, bo już to wyjaśniam. Pani premier złożyła rezygnację, będzie dalej w rządzie na stanowisku wicepremiera. Mówienie o degradacji to, proszę wybaczyć, jest obraźliwe dla ludzi, którzy pełnią tę funkcję w tym rządzie. To jej wybór i jestem przekonany, że będzie osobą grającą zespołowo. Używając metafory sportowej, grający trener Jarosław Kaczyński dokonał zmiany w ustawieniu. Do tej pory pani premier grała w ataku, a premier Morawiecki w pomocy. Teraz zamienią się pozycjami.

- Mówi pan, że to wszystko osobista decyzja pani premier. Jakoś trudno mi uwierzyć, że sama z siebie wycofała się do drugiej ligi.

- Pani premier działa w zespole. Przypomnijmy, że to Jarosław Kaczyński uczynił ją wiceprezesem PiS. To on zdecydował, że będzie szefem sztabu wyborczego Andrzeja Dudy i to on powierzył jej funkcję premiera. To premier Kaczyński od lat wspierał jej karierę polityczną i nie można mówić w tym kontekście o wymuszonej degradacji. A ponieważ rozstała się z funkcją premiera w pięknym stylu, to moim zdaniem zagwarantowała sobie - znów wrócę do języka sportowego - pole position przy następnym rozdaniu. Nawet w kontekście najwyższych funkcji państwowych.

- Premier zawsze przekonywała, że nie jest malowanym premierem, ale pan tu przekonuje, że zawsze zależała od łaski i niełaski Jarosława Kaczyńskiego.

- Nie była malowanym premierem. Była premierem realnym. Oczywiście, nie zarządzała jednoosobową spółką. PiS zdecydowało, że będzie premierem. Teraz PiS razem z Beatą Szydło postanowili, że będzie wicepremierem. Uważam, że wszystko jeszcze przed nią.

- Wspomniał pan, że niespodzianką jest to, że Jarosław Kaczyński nie został premierem. Czemu się na to nie zdecydował i posłał w bój Mateusza Morawieckiego?

- Premier Kaczyński jest z jednej strony przewidywalnym politykiem. I to dobrze. Z drugiej, potrafi zaskoczyć. I to też dobrze. Źle bowiem, kiedy polityk jest przewidywalny aż do bólu. Właśnie teraz zaskoczył. I co bardzo ważne, decyzja, kto zostaje premierem, jest pewnym sygnałem.

- I jaki to? sygnał?

- W drugiej połówce naszej kadencji będziemy stawiali jeszcze bardziej na rozwój, gospodarkę i tworzenie miejsc pracy. Ale nie jako alternatywę dla spraw społecznych, ale ich uzupełnienie.

- Morawiecki sam sobie ułoży rząd? Czy mu ministrów narzucicie według klucza frakcyjnego?

- Skład rządu to zawsze wypadkowa koncertu życzeń premiera i oczekiwań Jarosława Kaczyńskiego oraz ugrupowania politycznego. Mówię o tym, żeby podkreślić, że ani premier Szydło nie była stuprocentowo samodzielnym bytem politycznym, ani nie będzie nim Mateusz Morawiecki. Tak działa polityka i demokracja.

- Polityka to też konflikty wewnętrzne. Nominacja Morawieckiego nie sprawi, że się pisowskie frakcje między sobą pozabijają? Wiemy, że nowego premiera PiS nie lubi.

- Lubią go. Proszę nie demonizować Mateusza Morawieckiego.

- Demonizuję aktyw partyjny.

- Gwarantem równowagi w PiS jest Jarosław Kaczyński, który nie pozwala na walki frakcyjne i realizację osobistych ambicji. Tym gwarantem był, jest i będzie.

*wywiad dla „Super Expressu” (09.12.2025)

Aktualności

Edukacja dla „dżihadu”

Posted on

Czwarta klasa szkoły podstawowej w Autonomii Palestyńskiej. Zadanie z matematyki. „Liczba męczenników podczas pierwszej intifady (powstania przeciwko Izraelowi) wyniosła 2026 zabitych, a liczba męczenników w czasie intifady Al-Aqsa wyniosła 5050. Liczba męczenników podczas tych dwóch intifad to zatem …”. Serio. Takie ćwiczenie mają rozwiązywać uczniowie w szkołach, które funkcjonują w Palestynie będącej cały czas, czy się to podoba czy nie, terytorium Izraela.

W klasie trzeciej podczas nauki języka arabskiego w podręczniku „Our beautiful language” („Nasza piękna mowa”) dziewięciolatkowie uczą się o „eliminowaniu uzurpatorów” z Izraela oraz o męczeńskiej krwi przelanej za wyrzucenie izraelskich wrogów. Są też teksty odpowiednich piosenek.

W klasie piątej, także na lekcjach arabskiego, męczeńska śmierć i dżihad określane są jako „najważniejszy sens życia”. Jedenastolatkowie na pewno to zapamiętają. Zwłaszcza, że co chwilę widzą praktyczne odsłony walk izraelsko-palestyńskich.

Aby jednak palestyńscy jedenastolatkowie nie zapomnieli, czego się uczyli w latach dziecięcych, to w klasie dziesiątej podczas nauki Koranu („edukacja muzułmańska”) śmierć męczeńska określana jest jako… przywilej! To naprawdę interesująca „inwestycja” w szesnastoletnią młodzież. Ale owa edukacja jest konsekwentna. W klasie rok wyżej, jedenastej, w podręczniku „Język arabski: czytanie, gramatyka, wypowiadanie się” na stronie 19. w utworze „Nie mów mojej mamie!” autorstwa Muhammada Barasha sugeruje się, że młodzi ludzie nie powinni uprzedzać rodziców, jeśli chcą zostać męczennikami. Stereotypy o 72 dziewicach – darze dla „szahidów”, czyli właśnie męczenników, potwierdza podręcznik dla klasy dziewiątej, wydany w tym roku (podobnie, jak wszystkie inne wspominanie podręczniki) w cz 1. na stronie 12. Cały wielki fragment o tym, jak Allah wyróżnia męczenników spośród wierzących i co im może dać w islamskim raju. Wymienia się nawet sześć sposobów funkcjonowania w owym raju dla męczenników. Kolejny podręcznik dla klasy jedenastej „Edukacja muzułmańska”, także tegoroczny, na stronie 99. stwierdza, że islam jest – źle ‒ charakteryzowany jako religia wojny raczej niż pokoju. Jednocześnie stwierdza się, że wojna będzie toczyć się zawsze.

W podręczniku dla klasy siódmej (czyli dla trzynastolatków) „nauka i życie” na stronie 77. widzimy efektowny obrazek: izraelscy żołnierze z karabinami w biegu, a zza rogu wyskakuje młody Arab z zakrytą twarzą i strzela do nich z dużej procy.

Cóż, trzeba Palestyńczykom przyznać jedno. Są konsekwentni. Także w edukacji.

Dość przykładów. Warto wiedzieć, aby potem się nie dziwić. Przynajmniej temu, co dzieje się w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.

Prawdę mówiąc, nie dowiedziałem się o tym od rzecznika ambasady Izraela w Polsce. Niestety, w tej sprawie pan rzecznik milczy. Widocznie wzorem byłego rzecznika Clinton zajmuje się tropieniem urojonych wrogów w Polsce.

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej” (22.11.2025)

Aktualności

Zmartwiony Czarnecki

Posted on

Jestem bardzo zmartwiony i zaniepokojony sytuacją w Niemczech. Prawie dwa miesiące temu odbyły się tam wybory ‒ a nowego rządu jak nie było, tak nie ma. Gorzej, bo jak słyszymy co najmniej jeszcze miesiąc będziemy musieli czekać. A chodzi przecież o naszego sąsiada i największy kraj UE! Gorzej: ostatnio miała tam miejsce manifestacja prawdziwych, a nie wirtualnych nazistów czyli niemieckich szowinistów, którzy na czele nieśli transparent „Niczego nie żałuję”! Czy to nie nadaje się na debatę w Strasburgu? Czemu też ustępujący rząd RFN głośno nie potępia regularnie podpalanych domów dla azylantów w tym kraju? I dlaczego skala przestępstw z powodów rasowych mad Renem i Sprewą jest setki razy większa niż nad Wisłą? Tak samo jest zresztą nad Sekwaną, gdzie antysemicka przemoc ma miejsce niemal codziennie. W tejże Francji ogranicza się też prawa pracownicze, stan wyjątkowy wciąż faktycznie trwa, władza rządzi za pomocą dekretów. Gorzej, bo jest bezbronna gdy na francuskim terytorium (Alzacja, tuż koło Strasburga!) naziści podpalają pozostałości po niemieckim obozie koncentracyjnym Struthof! Jestem tym wszystkim zmartwiony. Także i tym, że ojczyzna pana Verhofstadta nie rozliczyła się ze swoją przeszłością: człowiek miotający oszczerstwa o Polakach-nazistach nie chce pamiętać, że jego rodacy kolaborujący z Niemcami Hitlera wystawiali Dywizje SS i mordowali Polaków? Czy nie trzeba o tym w końcu porozmawiać na szczeblu UE?

*pełna wersja tekstu, który ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (18.11.2025)

Aktualności

Wolę być amuletem niż strażą pożarną

Posted on

Tegoroczny sezon żużlowy był dla Biało-Czerwonych jednym z najlepszych w historii: kolejne drużynowe mistrzostwo świata, indywidualne wicemistrzostwo świata i troje Polaków w pierwszej “piątce” IMŚ, kolejne drużynowe mistrzostwo świata juniorów, złoto i srebro indywidualnych mistrzostw świata juniorów, kolejne złoto mistrzostw Europy juniorów w drużynie… Najlepszym - subiektywnym, moim - podsumowaniem sezonu A. D. 2017 w „czarnym sporcie” jest wywiad, jaki red. Bartłomiej Czekański przeprowadził ze mną dla „Tygodnika Żużlowego”. Oto ten wywiad:

Rozmowa z Ryszardem Czarneckim, wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, patronem wielu prestiżowych imprez żużlowych, człowiekiem, który pomaga także klubom i zawodnikom.

- Umówiliśmy się, że dokończymy naszą poprzednią rozmowę w „Tygodniku Żużlowym” już po ostatnim turnieju SEC w Lublinie, nad którym również miał pan honorowy patronat. Jakie wrażenia po tej imprezie? Plusy i minusy, bo chyba frekwencja publiczności nie dopisała? I jak to jest, że Lebiedievs nie potrafił ostatnio nic ugrać dla macierzystej Sparty, a w SEC jechał niczym młody Bóg?

- Dobra, dobra. Po tylu latach przyjaźni i współpracy już nie oszukujmy Czytelników, że jesteśmy Bartku na „Pan”. Zachowajmy naszą codzienną konwencję, czyli także w tej rozmowie przejdźmy na „Ty”. To już kolejny rok, gdy byłem honorowym patronem Indywidualnych Mistrzostw Europy seniorów, czyli SEC. To dla mnie duży zaszczyt. Jeśli chodzi o plusy tej imprezy, to perfekcyjna organizacja w wydaniu toruńskiej firmy One Sport. Minusy? Powiedziałem to otwarcie organizatorom, że ceny biletów były zbyt wysokie. To mogło wpłynąć na słabszą frekwencję na trybunach. Również deszcz nie rozpieszczał Lublina tego dnia. Do tego impreza z uwagi na złą pogodę wcześniej była przełożona, w rezultacie czego odbyła się już tydzień po zakończeniu rozgrywek ligowych. To wszystko miało zły wpływ na frekwencję. A ta jest kluczowa. I nie chodzi tu tylko o SEC. Organizatorzy chcą mieć komplety na trybunach, gdyż to pozytywnie wpływa na pozyskiwanie sponsorów. Tymczasem zobaczmy: dwoje rodziców plus dwoje dzieci na bilety musi wydać 200 zł na bilety, do tego dojazd, jakieś picie i jedzenie, czyli kolejne 50 zł. Stanowczo za dużo! Ja się przeciw temu buntuję. Postuluję, by ustalać ceny wejściówek zgodnie z realiami. Jeszcze na turnieje GP drogie bilety da się sprzedać, ale na inne imprezy żużlowe już nie. Zapowiadam, że wszędzie, gdzie będę patronował żużlowym imprezom, będę opowiadał się za zdroworozsądkowymi cenami biletów. Chcę, by na prestiżowych imprezach speedwaya mogli pojawiać się także mniej zamożni kibice i młodzież. To jest szansa, by potem zostali przy tym sporcie. Co do Lebiedievsa, to on faktycznie po wygranym starcie jest nie do zatrzymania. Jako doświadczony dziennikarz wiesz, że wielu zawodnikom łatwiej jest unieść presję w rywalizacji indywidualnej. Zupełnie jest inaczej, gdy na ich barki spada ciężar walki za całą drużynę, jak to było podczas finału DMP Leszno-Wrocław. Lebiedievsowi gorzej szło więc w lidze niż w SEC, ale on sobie z tym w przyszłości poradzi, zwłaszcza, że Sparta współpracuje z psychologiem. To zresztą nie jest tylko problem utalentowanego Łotysza.

- Byłeś w tym roku patronem IMŚJ, SEC, DMEJ, IMME i MPPK,a takze towarzyskich meczy polskiej reprezentacji. Nasi juniorzy w IMŚJ zdobyli dwa medale, w tym złoty, w DMEJ również najwyższy stopień podium. Tylko SEC (IME) nie nasz, ale dwóch zawodników bliskiej Tobie WTS Betard Sparty Wrocław znalazło się na podium. Do tego Sparta w finale DMP spotkała się ze zwycięską Unią Leszno, której również pomagałeś, ściągając dla niej sponsorów. Czy więc masz jakiś amulet, bądź zaklęcie, które przynosi takie sukcesy sportowcom, klubom i imprezom, którym patronujesz? Bo wyraźnie przynosisz im szczęście.

- Niektórzy żartują, że to ja sam w sobie jestem takim żużlowym amuletem. Poza SEC-IME, na każdej imprezie, nad którą sprawowałem honorowy patronat, polscy zawodnicy zdobywali medale, a w większości po prostu zwyciężyli. Poza finałem DMEJ w Krośnie w pierwotnym terminie, gdy deszcz przerwał zawody, to pozostałe imprezy udało się dokończyć mimo opadów. A często bywało tak, że przestawało padać, gdy akurat wjeżdżałem na stadion. Oczywiście nie mam takiej mocy sprawczej, lecz to oznacza, że nie przynoszę pecha, a raczej szczęście. Cieszyłem się w tym sezonie ze złotej serii naszych juniorów, z dwóch medali zawodników Betardu Sparty w SEC i z finału DMP, do którego dotarły „moje” drużyny Unia Leszno i Sparta Wrocław, którym od lat pomagam.

- Którą z tegorocznych imprez, jakiej patronowałeś darzysz największym sentymentem? A która Cię zawiodła, jeśli taka była? Jeżeli tak, to dlaczego?

- Największe pozytywne emocje były wtedy, gdy Maksym Drabik i Bartosz Smektała zdobywali złoto i srebro w IMŚJ. A także, gdy nasi młodzieżowcy wygrali DMEJ w Krośnie. Niedosyt pozostał po IME seniorów, gdzie Krzysiek Kasprzak nie obronił brązowego medalu, a na podium nie znalazł się żaden z biało-czerwonych. I to jest paradoks, bo wszędzie indziej sięgamy po medale - także w Grand Prix.

- Twoje honorowe patronaty wiążą się z konkretną finansową pomocą dla organizatorów imprez żużlowych. Znajdujesz dla nich sponsorów. Na którą było najtrudniej znaleźć pieniądze? Nie chcesz ujawnić, ile pieniędzy załatwiłeś w tym roku na speedway. Dlaczego? I czy spółki skarbu państwa winny łożyć na sport?

- Pieniądze lubią ciszę i tego będę się trzymał. Nie ujawnię, ile tych środków zdobyłem. Organizatorzy imprez i kluby wiedzą. I nie powiem też, na jaki turniej było najtrudniej znaleźć sponsorów. Wyjawię tylko, że nie lubię sytuacji, gdy traktuje się mnie jako straż pożarną, która ma szybko uzupełnić środki, których brakuje na organizację danej imprezy. Tłumaczę wszystkim zainteresowanym, że firmy, w tym także spółki skarbu państwa, ustalają swoje budżety jesienią i to wtedy trzeba z nimi rozmawiać na temat ewentualnego sponsorowania przez nie zawodów żużlowych, które mają być zorganizowane w następnym sezonie. Potem takie negocjacje są już trudne. I strażak Czarnecki wówczas czasem ugasi taki pożar, a czasem niekoniecznie. . Jako doświadczony dziennikarz wiesz, że spółki skarbu państwa przez lata wydawały swoje pieniądze na tak bezsensowne cele, że tylko włosy rwać ze zdumienia. Polacy kochają żużel. Frekwencja jest często wyższa niż na meczach piłki nożnej. To jest nasz narodowy sport, dlaczego więc spółki skarbu państwa nie miałyby na niego łożyć? Liczę, że tak będzie także w przyszłości. I chwała niech spada przede wszystkim na owych sponsorów speedwaya - firmy prywatne i te z udziałem skarbu państwa. Jeżeli udało mi się je pozyskać dla żużla, to jestem zadowolony, że przyczyniłem się do rozwoju naszej ukochanej dyscypliny.

- W tym roku zaszczyciłeś swoją obecnością bardzo wiele prestiżowych imprez żużlowych. Było tak, że jednego dnia musiałeś być na zawodach w Ostrowie i zaraz potem w Poznaniu (taka udana bilokacja), innym razem z tego obowiązku zwolnił Cię deszcz, a musiałbyś się szybko przemieścić z Krosna do Lublina. Prowadzisz obrady w europarlamencie, wyjeżdżasz w świat z oficjalnymi delegacjami PE, w mediach wszędzie Cię pełno, udzielasz wywiadów politycznych i sam piszesz w mediach ciekawe teksty publicystyczne. Ponadto intensywnie prowadzisz swojego bloga. Spotykasz się też w Polsce z wyborcami. Twoja doba ma 48 godzin. Do tego masz rodzinę. Twoja żona chyba musi bardzo nie lubić żużla, bo on często jej Cię zabiera. Jak ona to znosi? I jak na to wszystko znajdujesz czas? I jak takie olbrzymie obciążenie wytrzymuje Twój organizm?

- Przepraszam, że ten nasz wywiad teraz przerywam. Jestem w Brukseli i właśnie miałem spotkanie z byłym premierem Mołdawii, a obecnie wiceszefem parlamentu w Kiszyniowie Lurie Leancą, a teraz czeka na mnie przewodniczący Parlamentu Europejskiego Antonio Tajani. To prawda, rodzina czasem się buntuje, acz szanuje moje pasje. W zeszłym roku zabrałem żonę na GP do Torunia i na Stadion Narodowy w Warszawie. A nawet do parku maszyn, żeby ją trochę „oswoić”ze speedwayem. Przyznaję jednak, że gdy niedawno w sobotę jechałem na ostatni finał SEC do Lublina, to rodzina nie wykazała zbytniego entuzjazmu. Przez kilka dni w tygodniu pracuję za granicą i oni chcieliby mieć mnie przy sobie przynajmniej na weekend. Generalnie to ratuje mnie umiejętna organizacja czasu i logistyki. Premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher sypiała ledwie cztery godziny na dobę. Cóż, idę w jej ślady. Wyspać się można w tym drugim życiu… Jestem tak zorganizowanym człowiekiem, że na wszystko znajduję czas. Tyle, że często żużel wygrywa u mnie z polityką, która musi wtedy poczekać. Czuję także sentyment do swego bloga, który jako jeden z dwóch pierwszych polskich polityków uruchomiłem w 2004 roku przed moimi pierwszymi wyborami do europarlamentu. W tym czasie bloga zaczął też pisać Paweł Graś z Platformy Obywatelskiej, ale po kilku latach go zamknął. Natomiast ja do dziś, od ponad 13 lat, codziennie umieszczam na swoim blogu jakiś tekst. Pytasz,jak taką aktywność wytrzymuje mój organizm? Nie mam już 20 lat. Ale wciąż posiadam w sobie mnóstwo “poweru”. Cieszę się z tego, co robię. Polityka, publicystyka, sport, w tym szczególnie żużel, to moje pasje. “Czarny sport”to moja życiowa przygoda, wyzwanie z którym się z radością codziennie mierzę. Ja to po prostu lubię, dlatego jest mi łatwiej.

- Zaczyna się sezon transferowy. Nieoficjalnie: Woźniak do Gorzowa, Hampel ponoć do Leszna, Przemek Pawlicki do Grudziądza, Doyle, Iversen i Holta rzekomo do Torunia, Hancock być może do pierwszej ligi itd., itp. Jak skomentujesz to szaleństwo? Tę transferową karuzelę, która oficjalnie, według przepisów, jeszcze nie powinna była się rozpocząć? Zwłaszcza jak oceniasz odejście Woźniaka ze Sparty?

- Koniec każdego sezonu to karuzela transferowa. Czasem te zakupy są bardzo spektakularne ,ale zawsze nakręcają koniunkturę, bo jest o czym rozmawiać, oburzać się, wyrażać zdziwienie itd. Szymon Woźniak w tym roku odniósł życiowy sukces. Został indywidualnym mistrzem Polski. W Gorzowie pokonał medalistów IMŚ. W Sparcie pewnie ciążył mu wymagający numer 2. On chciał być w lidze liderem tego zespołu. Teraz uznał, że w Stali Gorzów przyjdzie mu to łatwiej. Szkoda, że negocjacje ze Spartą rozpoczął… od wyjazdu na rozmowę do Gorzowa. Gdyby nie to wrocławskiemu klubowi byłoby łatwiej dojść z nim do porozumienia. Ale nie ma co gdybać. Sparta z pewnością zakontraktuje kolejnych ciekawych zawodników.

- W wywiadach o żużlu nigdy nie wspominasz o polityce, no może czasem zagrasz w swoim stylu na patriotycznej nucie. Czyżby więc sport nie powinien iść w parze z polityką? A przecież Tomasz Mann napisał że nie ma nie - polityki, wszystko jest polityką.

- Tylko nie mów, że jakoś „gram” na patriotycznej nucie. Jestem po prostu patriotą, kocham Polskę. Mogę się tu posłużyć cytatem z transparentu wywieszonego przez naszych rodaków w USA, gdy jesienią 1979 roku pierwszy raz odwiedził ich nasz polski papież Jan Paweł II: „ I’m Polish, I’m proud”. Od wielu lat jestem rozpoznawalnym politykiem, a to zawsze budzi różne emocje. Uważam jednak, że my-politycy, kiedy udzielamy się w sporcie, to powinniśmy unikać eksponowania tego, z której opcji się wywodzimy. Oczywiście politycy mogą i potrafią skutecznie wspierać sport, ale to właśnie sport łączy Polaków. Polityka niekoniecznie.

- To był świetny rok nie tylko dla polskiego żużla, ale i dla Ciebie osobiście w tym sporcie. Powszechnie chwalono Cię za zaangażowanie w speedway i skuteczność w znajdywaniu sponsorów. Na stadionach witały Ciebie oklaski, co nie jest oczywiste w przypadku znanych polityków (jest takie powiedzenie: „nie wierzcie politykom”). W plebiscycie „Przeglądu Sportowego” kibice wybrali Cię „najbardziej wpływowym człowiekiem w polskim żużlu”. Sam za tym wyborem bardzo optowałem. Tak samo obecnie mam przy sobie zwolenników pomysłu, by „Tygodnik Żużlowy” na swym balu (gali) przyznał Tobie tytuł „Człowieka Roku w Żużlu”, czyli stworzył dla Ciebie nową kategorię plebiscytową, bo w innych po prostu się nie mieścisz, a zasłużyłeś na dużą nagrodę. Jak więc odbierasz tę przychylność kibiców, działaczy, zawodników i nas-dziennikarzy (też przecież jesteś dziennikarzem)? Nie peszy Cię to, czy może daje satysfakcję, że zostałeś doceniony za swe starania na rzecz żużla?

- To bardzo sympatyczne słowa. Dziękuję za nie. Mówi się, że jesteś w żużlu od zawsze i dobrze wiesz, którzy politycy pojawiają się na stadionach wyłącznie przed wyborami i którzy traktują żużel jako trampolinę do kariery i jak cytrynę,ktora chcą wycisnąć dla siebie . Dla mnie speedway to jednak pasja, to moja miłość. Byłem wzruszony i zaszczycony nagrodą, którą otrzymałem na ostatniej gali „Tygodnika Żużlowego”, a potem kolejną, którą firma One Sport przyznała mi na zakończenie sezonu. Spora niespodzianką okazało się dla mnie zwycięstwo w czytelnikowskim plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na najbardziej wpływowego człowieka w polskim żużlu. Wygrałem z Tomaszem Gollobem i Markiem Cieślakiem, choć oczywiście wiem, że oni zrobili dla naszego speedwaya znacznie więcej ode mnie. Jednak ta wygrana to motywacja dla mnie, bym jeszcze bardziej starał się działać i szukać sponsorów dla “czarnego sportu”, który tak naprawdę jest sportem biało-czerwonym -czyli dla polskiego żużla.

- Młodzi, tzw. nowocześni menedżerowie ponoć naciskają, by „TŻ” – wbrew tradycji - zorganizował swój plebiscytowy bal (galę) w większym, europejskim Poznaniu (czemu ja jestem przeciwny), czyli w stolicy Wielkopolski, a nie w mniejszym, lecz też wielkopolskim Lesznie, które jest historyczną stolicą polskiego speedwaya. Leszno to tradycyjne miejsce takiego balu (gali), siedziba redakcji „TŻ” i obecnie miłościwie panującej nam Królowej Speedwaya Unii Leszno. Jakie jest Twoje zdanie? Tradycja, historia, czy przepych, nowoczesność, rozmach i europejskość za wszelką cenę?


- Ten wątek pojawił się na gali Ekstraligi w Warszawie, lansowany jest też chyba w Toruniu. A wiec tam,gdzie siedzibe ma prężna firma organizująca prestiżowe zawody żużlowe. Jestem jednak konserwatysta i tradycjonalistą. Zawsze lubiłem przyjeżdżać do Leszna. Na swoim pierwszym balu „TŻ” byłem tam blisko 20 lat temu. Oczywiście w Lesznie nie uświadczymy takiego przepychu i rozmachu jak np. na balu „ Przeglądu Sportowego” podsumowującego wybór najlepszych polskich sportowców. Ale i impreza „TŻ” ma swój niepowtarzalny urok, wdzięk i klimat. Jednak, jeśli władze polskiego speedwaya namówią redakcję „TŻ”, by przeniosła swoją galę do Poznania to oczywiście nie będę protestował i przyjmę to do wiadomości. Jako europosel Ziemi Wielkopolskiej reprezentuję w Parlamencie Europejskim zarówno Leszno jak Poznań.

- Doszły mnie słuchy (na razie niepotwierdzone), że toruńska firma One Sport chce zorganizować półfinał IMŚJ, na który chrapkę wcześniej miała firma KF Sport Macieja Polnego. Do tej pory One Sport skupiała się wyłącznie na finałach IMŚJ. Czy wobec bezwzględnego wycinania polskiej konkurencji przez angielską BSI, zaprzyjaźnioną z FIM, polskie firmy promocyjne nie powinny zewrzeć szeregów i współpracować ze sobą, zamiast bezsensownie rywalizować? I jak Tobie się z tymi naszymi polskimi organizatorami imprez współpracuje?

- Współpracuje mi się z nimi świetnie. Też o ich rywalizacji słyszałem. Jestem tak blisko speedwaya, że generalnie wiem co w zuzlowej trawie piszczy. Speedway to w jakieś tam mierze część gospodarki wolnorynkowej, której składowym elementem jest też konkurencja. A wtedy zawsze dochodzi do podziału tortu. Toruńska firma One Sport organizuje finały IMŚJ i pewnie uznała, że gdańska KF Sport Macieja Polnego chce wejść na jej miedzę i pobuszować na jej terytorium. Nie robiłbym z tego jakiegoś larum . Konkurencja sprawi, że imprezy żużlowe będą u nas organizowane z jeszcze większym rozmachem i jeszcze lepiej, choć już teraz jest z tym bardzo dobrze, a czasem wręcz świetnie. Tylko nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, prawda?

- Rozmawiamy jeszcze przed końcową australijską GP. Zatem niebawem znów się spotkamy i pogadamy o ostatecznych rozstrzygnięciach w IMŚ ‘2017 i o Twoich żużlowych planach na przyszły sezon, gdy one już się sprecyzują. Na razie dziękujemy za wszystko, co uczyniłeś dla speedwaya i prosimy o więcej.


Aktualności

Zapomniane kłopoty rządu Tuska z UE czyli mit o izolacji

Posted on

Nie dajmy się nabierać propagandzie totalnej opozycji czy sugestiom płynącym ze strony UE, że relacje Polski z Unią Europejską są tak złe, jak nigdy od 2004 roku. Jako przykład tej tezy opozycja wciska nam postępowanie przed ETS w sprawie Puszczy Białowieskiej czy wezwania rządu RP do implementacji innych dyrektyw unijnych. Tak jakby rząd PO-PSL był w tym zakresie jakimkolwiek wzorem do naśladowania ! Tymczasem jest wręcz przeciwnie. Ilość postępowań wytoczona Polsce za rządów Tuska ,a potem Kopacz była…rekordowa . Nie wynikało to bynajmniej z tego, że władze w Warszawie w latach 2007-2015 sprzeciwiały się Brukseli. Brak implementacji unijnego prawa (“acquis communitaire”) był efektem nie tyle obrony polskiego interesu narodowego przez rząd Platformy i PSL ,co najzwyczajniej w świecie niechlujstwa i osławionej już “abdykacji” państwa polskiego w wielu obszarach. Tusk, a następnie jego wybranka na fotelu premiera zgadzali się na niemal wszystkie sugestie UE ,ale słabość aparatu państwowego powodowała, że uzgodnione z Brukselą transfery dyrektyw unijnych na grunt polski nie były realizowane o czasie. To z kolei powodowało dziś już zapomniane napięcia, wnioski Komisji Europejskiej do Trybunału o ukaranie Polski, grzywny(kary) o bardzo wysokich dziennych przelicznikach.

Unijny entliczek-pentliczek

Żeby nie być gołosłownym przedstawię długą ( przepraszam, ale wina Tuska- dosłownie!) wyliczankę postępowań toczonych przeciw naszemu krajowi z inicjatywy Komisji. Trybunał Sprawiedliwości UE był adresatem następujących spraw wytoczonych przez KE przeciw Rzeczypospolitej.
1. Wyrok z 4 czerwca 2015 roku ws. podatku VAT od sprzętu medycznego oraz pozostałych urządzeń a także produktów farmaceutycznych.
Dodajmy: wyrok skazujący. Kolejna sprawa KE przeciw Polsce również zakończyła się wyrokiem skazującym. Miało to miejsce 11 czerwca 2015 . Chodziło o wyłączenie komórek rozrodczych , tkanek płodowych z zakresu stosowania przepisów prawa krajowego( nie oceniam sprawy, stwierdzam fakt). Następna sprawa wytyczona przez Komisje Europejska formalnie poprzedniemu rządowi, a w praktyce politycznej Polsce dotyczyła szkoleń i certyfikatów związanych z fluorowaniem gazów cieplarnianych .

Zestawienia - naprawdę długiego- ciąg dalszy. A w nim kolejny
wyrok - tym razem z 18 grudnia 2014 roku. Chodziło o podatek VAT na artykuły przeciwpożarowe. Wyrok był, a jakże: skazujący . Następna sprawa i następny wyrok- to ten z 20 listopada roku 2014. Chodziło o unijną dyrektywę o ochronie wód zanieczyszczonych azotanami pochodzenia rolniczego .

Tusk się podlizywał, a i tak rząd PO dostawał w twarz
Kolejna sprawa KE kontra Polska. I kolejny skazujący wyrok Trybunału Sprawiedliwości . Wydano go w październiku 2014 roku . Rzecz dotyczyła upraw genetycznie zmodyfikowanych czyli GMO. Następne dochodzenie Komisji i następny werdykt Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie KE vs. Rzeczpospolita Polska dotyczy tego samego roku- będącego wszak- o tempora, o mores- rokiem wyborów europejskich . Wyrok ETS nastąpił 20 marca 2014 roku, a dotyczył regulacji UE o … ruchu prawostronnym i obowiązku przeniesienia kierownicy z prawej na lewą stronę. Wydaje się to na pierwszy rzut oka trywialne i mało znaczące , ale skoro się rząd Tuska na to zgodził , a nie wdrażał tegoż w życie, to zasadne jest pytanie “dlaczego opóźniano ten proces legislacyjny?”. Na pewno nie z przyczyn “ideologicznych”… Raczej to przykład totalnego bałaganu i chaosu, charakterystyczny dla “państwa Tuska”- które oznaczało zanikanie państwa polskiego.

I dalsza cześć kompromitującej dla poprzedniego rządu wyliczanki. Kolejna sprawa: “KE przeciw Polsce” to rzecz z 7 listopada 2013- umowa dotycząca usług lotniczych między państwami członkowskimi Unii Europejskiej a tzw. państwami trzecimi. Następna afera, ósma już w tym zestawieniu, dotyczy procesu wytoczonego przez Komisję Europejską naszemu krajowi. Data: 26 września 2013 podatek. Zakres: podatek VAT, procedury biur podróży .

I kolejne postępowanie “Komisja kontra Warszawa”: dziewiąte licząc od ostatniego, dwa miesiące wcześniejsze niż poprzednie “VAT-owskie”, bo z 18 lipca 2013 roku . Dotyczyło ono żywienia zwierząt paszami zmodyfikowanymi genetycznie (GMO).

Strasburg karał abdykujące państwo polskie

To chyba będzie mój najnudniejszy artykuł w “Gazecie Polskiej Codziennie”, bo składa się on z dość monotonnego wyliczania postępowań Brukseli przeciwko Polsce wytoczonych za poprzedniej władzy . Zestawienie to wszak obejmuje tylko część spraw skierowanych przez Komisje Europejska do Trybunału Sprawiedliwości. Kolejne orzeczenie to skazujący wyrok z 27 czerwca 2013 . Chodziło warunki udzielania zezwoleń na poszukiwanie, badania i produkcję węglowodorów oraz warunki korzystania z nich. Poprzedni wyrok skazujący zapadł w postępowaniu przeciwko Polsce niewiele mniej niż miesiąc wcześniej, bo 30 maja 2013 . Chodziło o dyrektywę dotyczącą kolejnictwa i rozwoju kolei wspólnotowych. Poprzedzał go o rok i dwa miesiące inny wyrok Trybunału , również skazujący Rzeczpospolitą ( z 29 marca 2012 roku).Chodziło o brak implementacji unijnej dyrektywy o dopuszczeniu leków do obrotu. Ledwie cztery miesiące wcześniej , na początku drugiej kadencji rządu Donalda Tuska ETS skazał nas wyrokiem z 27 października 2011 roku w sprawie homologacji pojazdów silnikowych i ich przyczep.

Ciekawe, że tego samego dnia- 27.11.2025 Trybunał skazał nasz kraj dwukrotnie(!). Ten drugi skazujący wyrok dotyczył ustawodawstwa dotyczącego ponownego wykorzystania informacji z obszaru sektora publicznego. Taki był mizerny początek funkcjonowania nowego- starego gabinetu Tuska w relacjach miedzy Rzeczpospolitą a Unią Europejską. Rzecz w tym, że końcówka poprzedniego rządu PO- PSL wcale lepsza nie była. Tuż przed wyborami skwapliwie w mediach przemilczano inny wyrok skazujący ETS w sprawie ” Komisja Europejska kontra Polska”.
Zapadł on 14 kwietnia 2011 roku, a dotyczył on pomocy publicznej przyznanej grupie technologicznej ” Buczek”. Parę miesięcy wcześniej Trybunał sprawił państwu polskiemu swoisty “prezent Bożonarodzeniowy”. Był nim wyrok tegoż ETS wydany dwa dni przed Wigilią (sic!) ,a dotyczący zaskarżenia rządu Tuska w obszarze farmakologii ( datowany na 22.12.2025).Niespełna dwa miesiące wcześniej Trybunał w Strasburgu wydał wyrok skazujący (datowany na 28 października 2010 roku) w jeszcze innej sprawie ” KE vs. rząd PO- PSL”. Chodziło o “Uchybienie zobowiązaniom państwa członkowskiego – Podatek od wartości dodanej –Dyrektywa 2006/112/WE – Późniejsze przystąpienie państw członkowskich Przepisy przejściowe – Stosowanie w czasie – Stosowanie obniżonej stawki – Odzież i dodatki odzieżowe dla niemowląt oraz obuwie dziecięce W sprawie C‑49/09…”. Przepraszam za przydługi cytat, ale na koniec chciałem pokazać przykład “eurospeaku” czyli europejskiej “nowomowy” , urzędniczego, brukselskiego żargonu używanego bynajmniej nie tylko w sprawach wytaczanych przez organy Unii Europejskiej państwom członkowskim Unię tworzącym.

Aż 7 państw przed nami w klasyfikacji „zatargi z UE”

A skoro już jesteśmy przy krajach członkowskich (PCZ- w skrócie) UE to poczynając od wstąpienia Polski i innych dziewięciu krajów do Wspólnot Europejskich 1 maja 2004 roku to Rzeczypospolitej wytoczono prawie dwa razy mniej spraw o naruszenie unijnego prawa niż Włochom. Polsce- nieco ponad 1600, a Italii prawie 2900 ! Nasz kraj jest dopiero na 8 miejscu tej klasyfikacji “najbardziej niepokornych” ( a często “najbardziej bałaganiarskich”) krajów UE. Przed nami spośród 7 państw większość to…członkowie założyciele Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali ,a potem EWG- poza Włochami także Francja , Belgia i Luksemburg. Czy krytykujący nas szef Komisji Europejskiej ,były premier Luksemburga Jean Claude Juncker tego nie wie? Czy najzagorzalszy wróg władz Rzeczypospolitej, były premier Belgii i szef liberałów w Parlamencie Europejskim, Guy Verhofstadt tego nie wie? Obaj wiedzą doskonale ,ale są hipokrytami i tego publicznie nie powiedzą. Podałem tę statystykę ,aby uświadomić nam wszystkim ,iż w zatargi z ” Brukselą” wchodzą notorycznie inne kraje, często na większą skalę niż Polska , a nasze państwo bynajmniej nie jest tu najgorszym “pieniaczem”.

Ta doprawdy monotonna wyliczanka polskich “grzechów” ustawodawczych i implementacyjnych w relacjach z UE za rządów PO- PSL służyła pokazaniu, że wcale nie jest tak ,jak twierdzi “totalna opozycja” ,a czasem i sugeruje sama Unia, że to obecnie władze RP są szczególnie skonfliktowane z Brukselą. Znacznie więcej spraw przeciwko Polsce Komisja Europejska wytaczała za rządów Tuska i Kopacz. Szef ówczesnego rządu i PO jednocześnie na to pozwalał, bo zajęty był
moszczeniem sobie własnego stanowiska w Unii. Państwo Platformy i jej obrotowego sojusznika było w stanie chaosu, który sprawiał, że nie wdrażano do polskiego prawa tego, co Brukseli obiecano. A jeśli nawet nie chciano implementować dyrektyw szkodliwych dla naszego interesu narodowego to dlaczego nie zablokowano ich wcześniej, nie zawetowano na szczeblu procesu decyzyjnego, skoro- jak twierdzi PO- rząd Tuska miał takie świetne kontakty i “plecy” w Europie? W debacie o rzekomej izolacji Polski w Unii warto znać fakty ,aby nie dać wodzić się za nos tym politykom, którzy w latach 2007-2015 cnotę w relacjach z Bruksela stracili, a “eurorubla” nie zarobili.

* Artykuł ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 14.08.2025

Aktualności

Rosja daje sygnał, że politycy ze „starej” Unii mają swoją cenę

Posted on

Charakterystyczne, że niemiecka prasa oskarża władze w Polsce o rzekome prorosyjskie kontakty czy ciągoty. A tymczasem człowiek, który przez dwie kadencje był numerem jeden w niemieckiej polityce podpisuje cyrograf diabłu z Kremla. Świadczy to o podwójnych standardach panujących w niemieckich mediach

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, europoseł PiS.
wPolityce.pl: Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder został powołany w skład zarządu koncernu Rosnieft, którego głównym akcjonariuszem jest rosyjski rząd. Co pan o tym sądzi?
Ryszard Czarnecki, poseł PiS do PE: Pakt z Locarno i traktat z Rapallo, czyli historyczne porozumienia rosyjsko-niemieckie zostały w XXI-wiecznej wersji sprowadzone do geszeftu. Kanclerz RFN dostał od Rosjan kolejną ciepłą posadkę.
Wcześniej Schröder został członkiem rady nadzorczej konsorcjum Nord Stream kontrolowanego przez Rosjan, który budował gazociąg. Kiedy był kanclerzem Niemiec podpisał z Rosjanami umowę o budowie Gazociągu Północnego pod dnem Bałtyku. Rurociąg ominął Polskę, Ukrainę i kraje nadbałtyckie.
Mówiono, że dostawał 1 000 000 euro miesięcznie. Nie wiem, czy to prawda, ale fakt, że Rosjanie angażują byłego kanclerz Niemiec czy też byłą prezydent Finlandii Tarję Halonen do rady nadzorczej spółki budującej Nord Stream świadczy o tym, że Moskwa umiejętnie gra w grę, której celem jest kupowanie czołowych polityków najważniejszych państw UE. Rosja daje sygnał, że politycy ze „starej” Unii mają swoją cenę.
Charakterystyczne, że niemiecka prasa oskarża władze w Polsce o rzekome prorosyjskie kontakty czy ciągoty. A tymczasem człowiek, który przez dwie kadencje był numerem jeden w niemieckiej polityce podpisuje cyrograf diabłu z Kremla. Świadczy to o podwójnych standardach panujących w niemieckich mediach.
Niemieckie media krytykują reformę wymiaru sprawiedliwości i sądownictwa w Polsce.
Opublikowałem na ten temat dwa artykuły w niemieckiej gazecie „Tagesspiegel”. Zdaje się, że były to jedyne głosy, które pokazały w Niemczech polski punkt widzenia. Bardzo zabawne, że minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas, krytykuje Polskę w momencie, kiedy największe instytucje niemieckie mają problemy z przestrzeganiem prawa. Mam na myśli ciężkie zarzuty i poważne kary dla pięciu największych niemieckich koncernów samochodowych, które oskarżono o celową zmowę, czyli o tworzenie kartelu. Dotychczas pojęcie to było zarezerwowane dla Ameryki Łacińskiej, ale teraz jest używane również w kontekście Niemiec. Z kolei okręt flagowy niemieckiej gospodarki Deutsche Bank ma poważne zarzuty dotyczące machinacji bankowych i jest współoskarżany o przyczynienie się do światowego kryzysu finansowego. Mimo to minister sprawiedliwości Niemiec Heiko Maas widzi źdźbło w polskim oku, a nie jest w stanie dojrzeć belki we niemieckim oku. Mam wrażenie, że krytyka reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce wynika z tego, że Niemcy widzą istotny wzrost roli Polski pod względem ekonomicznym i politycznym. Polska jest liderem krajów naszego regionu, Grupy Wyszehradzkiej i Międzymorza. Wzrost roli ekonomicznej i politycznej wywołuje zazdrość, poczucie, że trzeba konkurować z rosnącą w siłę Polską również brudnymi metodami i takie działania Niemcy wobec nas stosują.
Przewodniczący włoskiej Grupy Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów w Parlamencie Europejskim Gianni Pittella chce zmusić kraje Europy Wschodniej do przyjmowania imigrantów ekonomicznych. Straszy pozbawieniem funduszy unijnych.
Włoscy politycy w tej kwestii uciekają od własnej odpowiedzialności. Przecież to włoska lewicowa klasa polityczna rządząca ponosi odpowiedzialność za politykę imigracyjną, która doprowadziła do kataklizmu w Italii. Jednak włoscy wolą krzyczeć – każmy innych – żeby odwrócić uwagę od siebie. Ale tak naprawdę ich trzeba karać za doprowadzenie do takiej sytuacji. Dochodzą do tego również argumenty ideologiczne, Gianni Pittella jest jednym z wielu polityków lewicowych, którzy nie mogą przeboleć, że Polska jest jedynym krajem członkowskim Unii, w którym lewicy nie ma w parlamencie. W szeregu państw UE w parlamencie zasiadają nawet po dwie partie lewicowe. To próba pewnego szantażu, nie pierwsza i zapewne nie ostatnia. Należy ją znieść i przygotować się, bo zapewne będzie ich jeszcze wiele ze strony włoskich polityków. Wybory do niższej izby włoskiego parlamentu są wiosną przyszłego roku.

Aktualności

Miej proporcje, Mocium Panie

Posted on

To powiedzenie rodem z I Rzeczypospolitej dobrze pasuje do wrzasków totalnej opozycji o rzekomej izolacji Polski w Europie i niby o stanie wojny między obecnymi władzami RP a Unią. Kompletnie przeczą temu fakty. Choćby ilość spraw wszczętych przez UE wobec Polski. Za rządów PO- PSL była ona…bardzo duża. Tylko między grudniem 2010 roku a październikiem 2015 doliczyłem się co najmniej 17 wyroków skazujących Polskę przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości. To ciekawe,ale to nie nasz kraj jest liderem w Unii właśnie pod względem spraw wytaczanych krajom członkowskim przez Komisję Europejską, poczynając od rozszerzenia UE w 2004 roku. Przoduje Italia z 2897 postępowaniami, potem jest Grecja z 2518, Portugalia z 2154, Hiszpania z 2030, następnie Francja z 1948 , Belgia (ojczyzna wroga Polski G. Verhofstadta) z 1908, Luksemburg ( kraj naszego krytyka,szefa Komisji J-C.Junckera) z 1717- Polska jest dopiero na 8 miejscu z 1656 ! Tak bardzo atakujące nas Niemcy miały w zasadzie niemal tyle spraw przed Trybunałem co my: 1643 ! Warto zaznaczyć, że więcej od nas spraw miało aż 4 członków-założycieli EWG…

Jeszcze niedawno z instrumentu weta w UE najczęściej korzystały …Niemcy, Austria i Belgia. Porównajcie te fakty i liczby z tym, co słyszymy w dużej części mediów i od totalnej- i niemerytorycznej-opozycji.

* Komentarz ukazał się w „ Gazecie Polskiej Codziennie” 12.08.2025

Aktualności

Senator z Wyoming i spódniczka „tutu”

Posted on

W Kongresie USA siedzę w gabinecie senatora Mike’a Enzi. Sędziwy senator z Wyoming to nie tylko szycha, ale jeszcze barwna szycha. Potężny szef potężnej komisji budżetowej amerykańskiego Senatu, konserwatywny Republikanin, no i „Wodnik” jak ja, bo urodzony na początku lutego. Senatorem jest równo od 20 lat, a jego silna pozycja polityczna wynika nie tylko z doświadczenia, ale też z faktu, że kieruje tą strukturą w izbie Wyższej Kongresu USA, która naprawdę może zdemolować propozycję budżetu USA A.D. 2018, którą 24 maja złożył prezydent Donald Trump.

Mike to miły facet, jowialny i bardzo pogodny. Jego dziadkowie ze strony ojca byli – wbrew temu, co można sądzić po włoskim nazwisku ‒ etnicznymi Niemcami z dawnych Kresów Wschodnich RP (obecna Ukraina), a jego matka miała irlandzkie korzenie. Mike Enzi dowcipkuje pytany o ewidentny spór między Trumpem a jego republikańskim zapleczem w Senacie. Takie napięcia to zresztą norma w amerykańskiej polityce. U nas, w Europie, parlamenty generalnie, poza kosmetycznymi korektami czynionymi przez regionalne lobbies, przepychają budżet w wersji rządowej. Za Wielką Wodą jest zupełnie inaczej. Michael „Mike” Enzi i jego koledzy z tej samej co prezydent partii, dokonają demolki budżetu – mogę się o to założyć, choć hazard to grzech. Znam przyjemniejsze grzechy niż hazard właśnie, ale gotów postawić pieniądze przeciw orzechom, że Trump w kwestii budżetu będzie musiał pójść do Kapitolu – siedziby amerykańskiego parlamentu – niczym cesarz Henryk IV do Canossy. Amerykański Kongres nawet w systemie prezydenckim ma olbrzymią siłę sprawczą i w kwestiach finansów państwa i polityki zagranicznej, którą czasem prowadzi zupełnie niezależnie od prezydenta.

Mike niczym amerykański bokser wagi ciężkiej zmiażdżył przeciwników w ostatnich wyborach w w Wyoming, uzyskując aż 71% głosów. Może stąd też pewność siebie, która w połączeniu z bardzo pogodnym usposobieniem przynosi wypowiedzi niemające nic wspólnego z political correctness czyli znienawidzoną przez wyborców Trumpa i większości Republikanów „polityczną poprawnością”. Nie dalej jak kwartał temu Enzi stał się tarczą strzelniczą dla lobby LGBT. Lobby homoseksualne nie zdzierżyło jego wypowiedzi o „facecie w spódnicy tutu”. Spieszę wyjaśnić, że owa „tutu” to spódniczka nakładana przez dziewczynki tańczące w balecie (chodzi mi o tradycyjne znaczenie słowa balet). Mam wrażenie jednak, że konserwatywni wyborcy w prawicowym od zawsze stanie Wyoming raczej akceptująco śmieli się z wypowiedzi „swojego człowieka w Waszyngtonie” niż chcieli mu za to urwać głowę.

Mike zaczął karierę polityczną, gdy mając 30 lat został burmistrzem Gillette, dokąd przyjechał z ojcem, który sprzedawał tam buty. Potem przez szereg lat był lokalnym kongresmenem, wreszcie stan Wyoming wybrał tego prawicowego polityka do senatu USA, licząc że nie stanie się częścią waszyngtońskiego establishmentu. Skądinąd właśnie jednym ze źródeł wyborczego sukcesu Trumpa były ataki na znienawidzony przez wyborców z interioru waszyngtoński establishment. Siedlisko zła, korupcji i układów sprowadzających się do tego, że republikański kruk demokratycznemu krukowi oka nie wykole, a ręka Polityka Republikanina myje rękę Polityka Demokraty. Trump był przecież częścią tego establishmentu, tyle że… przejrzał na oczy. Generalnie w polityce opłaca się zrzucić bielmo. Zwłaszcza wtedy, gdy to się opłaca. Nie wiem czy tak brzmi „zasada Trumpa”, ale na pewno tak brzmieć może.

Michael Enzi, dla wyborców z Wyoming, ale też dla przyjaciół w Kongresie USA po prostu „Mike”, uśmiecha się z pewnością siebie ‒ człowieka, który w polityce jest od 43 lat, a więc zajęła mu ona zdecydowaną większość dorosłego życia. Tylko 12 lat od osiągnięcia pełnoletności był poza światem polityki. Teraz jego partia uosabiana przez słonia – symbol Republikanów – ma wszystko: Biały Dom, Kapitol i rację w wielu sprawach. Choćby i w tym, że prezydent Trump zwiększa środki na obronę i bezpieczeństwo wewnętrzne. Uśmiech Enziego jest więc szczery. Połowa Ameryki uśmiecha się wraz z nim. Druga połowa ma usta w podkówkę. Tylko nikt nie wie po której stronie jest spódniczka „tutu”…

*tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (12.06.)

Aktualności

Czarny orzeł nad Kosowem

Posted on

Flagi, wszędzie flagi. W szkołach, na kwiaciarni, na domach. Flagi państwowe, ale ‒ choć wieszają je Kosowianie ‒ nie są to żółto-niebieskie flagi Kosowa. To flagi … Albanii: czerwone tło, czarny orzeł z dwiema głowami. Podobne do niemieckiego i tego starego, rosyjskiego – carskiego. Przyjechałem tu drugi raz w życiu, aby obserwować wybory, które i tak niewiele zmienią – bo partie koalicyjne tylko zamienią się miejscami i pozycją w rządzie. Bylem tu niemal przed dekadą i widać zmiany. Dalej podobno szaleje korupcja, ale zamożność Kosowian jest wyraźnie większa niż była w okresie, gdy to małe państewko wybijało się na niepodległość. Samo się zresztą nie wybiło: Prisztina ‒ tak nazywa się stolica tego niespełna 1,5 milionowego kraju ‒ położona na ziemiach, które były kolebką państwowości i narodowości serbskiej dostała własną suwerenność w darze od Amerykanów. Stad zresztą Kosowo uważane jest za …. najbardziej proamerykańskie państwo na Starym Kontynencie. Ścigać się z nim może tylko chyba … Albania. Amerykę tu się kocha. A Unia? Ta jest od dawania pieniędzy. I nie powinna zadawać zbędnych pytań. Tyle, że trudno ich nie zadawać, skoro szwagier prezydenta kraju uważany jest za szefa miejscowej mafii, mającej zresztą międzynarodowe układy i sporo „żołnierzy” w więzieniach całej Europy Zachodniej i Południowej.

Elita polityczna Kosowa włada językami obcymi, często studiowała poza ojczyzną, większość ważnych polityków walczyło w antyserbskiej partyzantce. Tak, to nie są aniołowie, bo wojna na Bałkanach w latach 1990 była najbardziej krwawym okresem w dziejach Europy od końca Drugiej Wojny Światowej. Skądinąd toczyła przy całkowitym milczeniu Unii Europejskiej. Ludzie ginęli ‒ Bruksela pozorowała tylko działania.

W Kosowie bohaterem narodowym i patronem międzynarodowego lotniska w stolicy kraju jest człowiek, który podjeżdżał na skuterze, strzelał w tył głowy serbskim policjantom i uciekał.

Serbska mniejszość ma zagwarantowane 8,5% miejsc w miejscowym parlamencie, ale ani miłości, ani szacunku między „Kosowarami” a ich słowiańskimi, chrześcijańskimi sąsiadami nie było i nie będzie. Dziewięciu na dziesięciu mieszkańców Kosowa to muzułmanie. Coraz więcej jest tu radykałów islamskich. Procentowo Kosowo jest w ścisłej europejskiej czołówce, gdy chodzi o dostarczania „żołnierzy” Państwo Islamskiemu. Arabia Saudyjska nie żałuje na fundowanie tu meczetów, podobnie jak w sąsiedniej Bośni i Hercegowinie. Turcja z kolei poprzez specjalną rządową fundację dba o zabytki architektoniczne, także „obiekty sakralne” (czyli znów meczety) przypominające panowanie na tych ziemiach Imperium Ottomańskiego. Jest tu zresztą mała mniejszość turecka: oficjalnie co setny obywatel Kosowa to Turek, ale w rzeczywistości ponoć parę razy więcej. Tutejsi Turcy, wspierani przez potężną Ankarę, są na tyle skuteczni, że wywalczyli, iż na części terytorium państwa napisy w lokalach wyborczych są także po turecku.

W mieście Prizren, w szkole, której patronem jest Abdyl Frashëri (albański naukowiec, dyplomata i polityk w Imperium Osmańskim) widzę dwie flagi: Albanii i jedną Kosowa. To charakterystyczne proporcje. Na wyjeździe z miasta na każdej latarni po jednej stronie jest żółto-niebieska flaga kosowska, a po drugiej czerwono-czarna albańska. Ale dostrzegam też… turecką. Ale już w szkole w Janjevë (serbskie Janjevo) wisi tylko jedna flaga: albański czarny orzeł nie ma tu konkurencji. W Shtime, w kolejnej szkole jest co prawda flaga Kosowa, ale godło już Albanii, a na prowadzącej do niej drodze dostrzegam pomnik bohatera narodowego Albanii (!) i flagę tejże…

Bylem tu cztery dni, dużo jeździłem, ale wśród tysięcy aut tylko raz dostrzegłem samochód z „L”-ką z instruktorem prawa jazdy. Bo w Kosowie albo się prawa jazdy nie używa i jeździ bez niego, albo je kupuje.

Unijni dyplomaci stanowczo zaprzeczają, iż z czasem Kosowo stanie się częścią Albanii. Ale gdyby spytać o to mieszkańców i Prisztiny i Tirany, odpowiedź mogłaby być zupełnie odwrotna. Trawestując Karola Marksa: widmo „wielkiej Albanii” krąży po tych ziemiach.

*tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (26.06)

Aktualności

Za górami, za lasami był sobie prezydent…

Posted on

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, za siedmioma rzekami mieszkał kiedyś pan prezydent. Prezydent był szczerze prozachodni i proNATOwski. Nie lubił też, prawdę mówiąc, komuchów. Na prezydenta zgłosiła go prawica. Pan prezydent uznał jednak, że rola jego obozu politycznego, jego zaplecza partyjnego tak naprawdę skończyła się w dniu wyborów. Rządził zatem nie zważając na formację polityczną, która go zgłosiła. I choć w jego kraju panował system parlamentarno-gabinetowy, decydująca rola należała do rządu, a nie Głowy Państwa, to prezydent nie był „od macochy” i w szeregu ważnych spraw miał bardzo istotne zdanie. Obóz prezydenta, czy może raczej: pierwotny obóz prezydenta, był coraz bardziej rozczarowany, że „ich” prezydent lekceważy sobie prawicę ‒ ujawnię, że o prawicowego prezydenta chodziło ‒ gdy doszło do roku wyborów, prezydent z osłupieniem skonstatował, że jego formacja polityczna nie chce wystawić go ponownie. Pomyślał nawet, czy aby nie startować samodzielnie, ale skalkulował, przeliczył i słusznie uznał, że jako kandydat „niezależny” nie ma żadnych szans. Rządził przez 5 lat – ujawnię, że w jego kraju kadencje prezydenckie są pięcioletnie … ‒ i basta. O kim ta opowieść? Nie, nie, żadnych takich. Żadne tam aluzje. Mowa o byłym prezydencie Bułgarii Rosenie Asenowie Plewneliewie. Rok ode mnie młodszy, inżynier i biznesmen, a potem minister rozwoju regionalnego i dróg publicznych ‒ a właśnie, może premier Morawiecki rozszerzy nazwę swojego resortu o ten drugi człon: roboty publiczne… (mam kandydatów do tychże robót aż na pęczki!).

Bułgarska story ma jeszcze drugie dno. Centroprawicowa partia GERB, która najpierw wylansowała Rosena Plewneliewa, a potem go skasowała, wystawiła Ceckę Caczewą Dangowską, która przez dwie kadencje była ichnim Kuchcińskim czyli marszałkiem Sejmu, a potem została ichnim Ziobrą czyli ministrem sprawiedliwości. Ta poniosła klęskę uzyskując ledwo 36% głosów i zdecydowanie przegrywając z Rumenem Radewem – moim równolatkiem, generałem lotnictwa, a przed objęciem prezydentury przez dwa lata szefem Bułgarskich Sił Powietrznych.

Jaki morał płynie z tej opowiastki z Sofii rodem? Ano taki, że prezydent zagrał się na śmierć, bo choć miał lepszą prasę na Zachodzie niż jego formacja, to przecież nie telewizje znad Sekwany i gazety znad Renu zgłaszają kandydatów na prezydenta w jego ojczyźnie. Ale też, chcąc nie chcąc, przyczynił się do spektakularnej klęski własnego obozu politycznego, który został „pozamiatany” przez lewicę.

Z bułgarskim byłym prezydentem bardzo dobre relacje osobiste miał prezydent Andrzej Duda. Ciekawe, czy mu Bułgar opowiedział dlaczego nie wystartował na drugą kadencję?

* Felieton ukazał się w „Gazecie Polskiej” (02.08)