Aktualności

Trump niczym Reagan

Posted on

Oto wywiad ,jaki udzieliłem red Przemysławowi Harczukowi z portalu dorzeczy.pl

Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE

Krytyka Donalda Trumpa jako rzekomego sojusznika Rosji jest bardzo krzywdząca. Trzeba odróżnić słowa prezydenta USA od jego czynów. A te są bardzo stanowcze wobec Putina. Można powiedzieć, że Donald Trump wszedł w buty Ronalda Reagana – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl Ryszard Czarnecki, były wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, eurodeputowany Prawa i Sprawiedliwości.

Polityk odniósł się do ostatnich wydarzeń. Przypomnijmy, że Donald Trump zaskoczył ugodową postawą wobec Rosji podczas wspólnej konferencji prasowej z Władimirem Putinem. Prezydent USA stwierdził, że Rosja nie wpływała na wybory w Stanach Zjednoczonych. Dzień później oznajmił, że się… przejęzyczył.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego mówienie o prorosyjskości Trumpa jest niezgodne z faktami. – Dobrze radzę spojrzeć na politykę Donalda Trumpa przez pryzmat czynów, działań i faktów, podczas tej prezydentury, a nie przez pryzmat słów – mówi Czarnecki w rozmowie z DoRzeczy.pl.

– Jeśli porówna się pierwsze 30 miesięcy prezydentury Donalda Trumpa i pierwsze 30 miesięcy prezydentury Baracka Obamy, to widać, że Obama mało mówił o zbliżeniu z Rosją, ale zrobił fatalny reset w relacjach Waszyngtonu i Moskwy, de facto oddając Polskę i kraje naszego regionu w ręce Rosji. Za cenę neutralności względem Iranu i urwania kontaktów Moskwy z palestyńskim Hamasem – mówi Czarnecki.

Zupełnie inaczej – według eurodeputowanego – wygląda polityka obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. – Trump w ciągu pierwszych 30 miesięcy swojej prezydentury zdecydował o bazach wojskowych w Polsce i krajach bałtyckich. Zwiększył liczbę amerykańskich żołnierzy w Polsce. Wielokrotnie bardzo krytykował publicznie Rosję. Wyrzucił 60 rosyjskich dyplomatów ze swojego kraju. Wymusił na członkach NATO zwiększenie wydatków na obronność – przekonuje Ryszard Czarnecki.

– Niejednokrotnie Donald Trump wchodził w buty Ronalda Reagana. Barack Obama w sposób bezrefleksyjny zachowywał się jak przedstawiciel ruchów pacyfistycznych. Na szczęście porzucił tę politykę w drugiej kadencji. Jednak dziś krytykowanie Donalda Trumpa za słowa, za rzekome sprzyjanie Putinowi jest mocno krzywdzące – przekonuje eurodeputowany PiS.

– Uważam, że nie można mówić o nieprzewidywalności Trumpa. Nieprzewidywalna to jest Rosja, Iran, Korea Północna. Ameryka Trumpa jest jak najbardziej przewidywalna. A sam prezydent USA może nas zaskakiwać swoimi wypowiedziami, ale na pewno nie czynami – te są przewidywalne i na pewno nie służą Rosji – dodaje Ryszard Czarnecki

Aktualności

Polska w „Osi”?

Posted on

Polska w „Osi”?

Czy Polska będzie w „Achse der Willigen”? „Eine gute frage”, czyli po prostu „dobre pytanie”. Owa „Achse” to „oś chętnych”. Chodzi o współpracę państw członkowskich Unii Europejskiej w obszarze „bezpieczeństwa, terroryzmu i imigracji”. Z języka dyplomatycznego przechodząc na normalny – chodzi o kooperację UE27 (już bez Wielkiej Brytanii) w zakresie zwalczania nielegalnej inwazji imigrantów spoza Europy na Stary Kontynent. Skądinąd głównie muzułmanów. Ta właśnie „oś chętnych” ma być jednym ze sztandarowych pomysłów prezydencji Austrii w Unii Europejskiej. Zacznie się ona dosłownie parę dni po tym, jak ten numer tygodnika „Wprost” trafi do kiosków. Unijną sztafetową pałeczkę Wiedeń przyjmuje od Sofii o północy z 30 czerwca na 1 lipca. Północ to godzina duchów, co by się nawet zgadzało, bo po Merkelowym „Herzlich Willkommen” dla przybyszy z innych kontynentów dla wielu polityków europejskich imigracyjny megaproblem stał się prawdziwym, „nightmare” („nocnym koszmarem). Polacy na szczęście mogą spać spokojnie, bo rząd RP nie dał się wziąć „na krzyk” i prowadził politykę zgodną z odczuciami Polaków. W tym samym czasie nad Dunajem premier Orban słuchał się Węgrów – i oba państwa dobrze na tym wyszły.

Najmłodszy premier Europy i były najmłodszy szef MSZ w UE Austriak Sebastian Kurz w wywiadzie dla telewizji ORF powiedział, że planuje utworzenie obozu dla uchodźców, którym odmówiono azylu. Nie powiedział konkretnie gdzie. Ale chodzi o kraj spoza Unii Europejskiej. Austriaccy dziennikarze twierdzą, że w grę wchodzi Albania. Wydaje się to dość prawdopodobne z dwóch powodów – w tym jeden wypływający z mojego własnego doświadczenia. Pierwszy powód to fakt, że Albanii bardzo zależy na wejściu do UE i to najlepiej w tzw. „pierwszym rzucie” czyli zaraz po Czarnogórze, równolegle z Serbią lub niedługo po niej. Jednym słowem: w pierwszej trójce. Stąd też Tirana byłaby skłonna spełniać różne zachcianki Brukseli lub głównych krajów członkowskich Unii, byleby tylko zobaczyć zielone światło na jej krętej i górzystej drodze do UE. Drugi powód to ten, o którym wiem coś więcej. W swoim czasie, a dokładnie w 2016 roku interweniowałem osobiście u ówczesnego (i obecnego) premiera tego kraju, Ediego Ramy, socjalisty i malarza (Austriacy też mieli jednego polityka-malarza, ale go szybko wyeksportowali do Niemiec… ), aby w tym bałkańskim państwie zgodził się dać schronienie paru tysiącom rzeczywistych uchodźców z Iranu, którzy fatalnie traktowani byli w Iraku. Premier Rama na to przystał, a ja mu podziękowałem składając wizytę tuż przed Bożym Narodzeniem A. D. 2016. To wówczas ten były koszykarz pokazał mi z dumą koszulkę Leo Messiego, która wisiała w jego gabinecie. Nie był chyba w najlepszym humorze, bo miesiąc wcześniej wybory prezydenckie w USA wygrał Trump, którego ów Rama nie cierpiał i krytykował publicznie jeszcze podczas kampanii. Widocznie przekonano go, że Hilary Rodham Clinton wygra, za przeproszeniem, w cuglach, a Donald John Trump poniesie spektakularną klęskę. Amerykańscy wyborcy mieli jednak zdanie inne niż albańscy doradcy lewicowego PM .

Jaki z tego morał? Jest ich kilka. Po pierwsze austriacki premier zrozumiał, że należy realizować obietnice wyborcze (tak, jak PiS) – jak się wygrało wybory dzięki krytyce polityki imigracyjnej UE i własnego kraju, to należy od słów przejść do czynów. Po drugie albański premier nie zrozumiał, że sondaże to nie dogmat, a wyniki wyborcze często wyraźnie różnią się od przedwyborczych spekulacji (jak w Polsce w 2015 roku).

Na szczęście my, Polacy, oba morały znamy z życia.

* tekst ukazał się w tygodniku „Wprost” (25.06.2025)

Aktualności

O histerii”Gazety Wyborczej”,uciesze obcych ambasadorów i „pale” dla opozycji

Posted on

Poniżej zapis wywiadu, jakiego udzieliłem red.Janowi Przemylskiemu dla VOD „ Gazety Polskiej”

Witam, Jan Przemyłski, „Rozmowa niezależna”, a naszym gościem jest Ryszard Czarnecki, europoseł z ramienia PiS.

Witam Pana, witam Państwa.

Za nami szczyt NATO w Brukseli, dla wielu przełomowy, zapadło wiele ważnych decyzji, Prezydent Duda spotkał się dwukrotnie z Prezydentem USA Donaldem Trumpem, to nie były umawiane wcześniej spotkania. Jakie będą korzyści z tego dla naszego kraju?

To był z punktu widzenia interesów Polski bardzo korzystny szczyt, nie rozumiem histerii „Gazety Wyborczej”, która przedstawia to w czarnych kolorach, „skłócone państwa NATO”, „demoniczny Donald Trump”, same porażki, tak jakby obserwowali inny szczyt i kiedy indziej. Szczyt był bardzo dobry z kilku powodów: po pierwsze, oficjalnie decyzja, że za 2 lata NATO będzie dysponowało specjalnymi siłami szybkiego reagowania, „4×30”, które w ciągu miesiąca można przerzucić na wschodnią flankę 30 brygad zmechanizowanych, 30 okrętów, a także około 300 samolotów z 30 dywizjonów i to jest bardzo dobra decyzja, to taki „breaking point” w pewnym sensie. Po drugie, kolejne zbliżenie z Gruzją i Ukrainą, a więc znowu NATO trochę wbrew traktatowi NATO-Rosja buszuje w postsowieckiej kniei i buszuje skutecznie. Kwestia trzecia, oficjalne zaproszenie do negocjacji członkowskich Macedonii, kraju z Bałkanów, gdzie walka o wpływy między Rosją a Zachodem jest bardzo silna, gdzie Rosjanie sponsorowali próbę przewrotu politycznego w Czarnogórze, chcieli zablokować dołączenie Montenegro do NATO. Eksperci powiedzą, że Rosjanie werbują szpiegów w batalionie ukraińskim, który stacjonuje w Kosowie.. Walka się toczy, a to, że NATO otwiera perspektywę dla Macedonii jest też ograniczaniem wpływów Rosji. A poza tym też decyzje nieformalne, czyli przygotowanie w kuluarach utworzenia nowego dowództwa NATO w Polsce- w Szczecinie. Teraz była decyzja o utworzeniu nowych dwóch jednostek dowództwa wyższego szczebla – w USA w Norfolk oraz Niemczech w Ulm – ja mówię specjalnie o Ulm, bo Donald Trump ostro stawia do kąta kanclerz Merkel, słusznie domaga się, by Niemcy nie płaciły 1,2% PKB na obronność tylko 2%, Niemcy się już ugięły i w ciągu 6 lat chcą dojść do 1,5%,. Jednak mogę teraz wymienić co najmniej 2 kraje z tzw. „Big 5”, które są członkami NATO, które płacą znacznie mniej niż Niemcy – 0,9%, Włochy – 1,1%, ale Trump skupił się na Niemczech, bo to oni są konkurentem. Trump widzi świat w perspektywie walki, może trochę darwinistycznej, ale ma rację – Niemcy postrzega jako konkurenta gospodarczego, politycznego i geopolitycznego. Stąd nie atakuje premiera Włoch czy nowego premiera Hiszpanii, który w ogóle jest dość sceptyczny wobec NATO, a skupia się na Niemczech nie izolując ich wobec NATO – dostają kolejne dowództwo u siebie. Jest rzeczą ważną również aspekt umów bilateralnych, między innymi między Donaldem Johnem Trumpem a Andrzejem Sebastianem Duda . Sprawa istotna, ponieważ poruszono kwestię baz amerykańskich w Polsce. Z tego typu rozmów niebawem się urodzi zamiana obecności rotacyjnej, która de facto jest permanentna, w obecność stałą. Polska dyplomacja i polski rząd mądrze mówi, że to nie jest żadna alternatywa dla Niemiec, choć w praktyce amerykański militarny worek nie jest bez dna, więc stworzenie baz stałych w Polsce mogłoby być alternatywą dla Niemiec. Natomiast liczą też na to po cichu kraje bałtyckie, które mówią „zaraz, zaraz, my jesteśmy bardziej narażeni” – i mają rację, tyle, że Amerykanie są bardziej pragmatyczni i woleliby w przyszłości bazy w Polsce, bo u nas byłyby one bardziej bezpieczne.

Panie Pośle, a czy to nie jest tak, że jeżeli powstaną stałe bazy w Polsce to – powiedzmy sobie to szczerze – czy to będzie na rękę Niemcom i jakie wrażenie może Rosja odnieść po tym szczycie. Raczej nie ma powodów do zadowolenia?

Oczywiście Rosjanie będą eksponować, tak jak „Gazeta Wyborcza”, „New York Times” czy prasa francuska, werbalne sformulowania Donalda Trumpa, który uważa za dobrą metodę nazywanie rzeczy po imieniu i ruga m.in. na twitterze kanclerz Merkel, kiedy uważa, że ona się ugnie – bo ma problemy we własnym rządzie i w środowisku koalicyjnym. Chociaż w praktyce dostali kilka strzałów z tego szczytu – zarówno kwestia Bałkanów, jak i Gruzji czy Ukrainy oraz zwiększanie wydatków na obronność to jest oczywiste uderzenie w Rosję. To jest takie narzucenie pewnego wyścigu zbrojeń. Już za Ronalda Reagana dzięki temu ZSRR upadł. Myślę, że Trump wchodzi w buty Reagana, jest bardziej pragmatyczny, ale dla niego Putin jest konkurentem…

… i jest też biznesmenem.

Tak, ale na drodze wielkości samego Trumpa i jego kraju, a to człowiek bardzo żywotny i na pewno będzie walczył o drugą kadencję, stoi właśnie Rosja. I w jego interesie osobistym i jego państwa jest nie dogadywanie się z nimi – tak jak to miało miejsce za czasów pierwszej kadencji Baracka Obamy – tylko ograniczenie wpływów Rosji i obecny prezydent Stanow to robi. Donald Trump jest wbrew pozorom nieprzewidywalny w tym co powie, ale przewidywalny jest w tym, co zrobi. Będzie ograniczał wpływy Rosji, ale też i wpływy Niemiec. A dla nas to jest bardzo korzystne.

Czy ta nieprzewidywalność Trumpa przejawiła się w tym 4% na obronność? Nikt się pewnie nie spodziewał tego, że on rzuci takimi liczbami, kwotami.

USA ma 3,2% PKB na obronność, Trump wistuje – licytuję, jak w pokerze. Jak mówi 4%, to wiadomo, że jest to pewnego rodzaju figura retoryczna, bo jest to niemożliwe. Skądinąd powiem tak – jak można policzyć, gdyby Niemcy miały 2% PKB na obronność, to wydawałyby jakieś 70 miliardów euro – szczerze mówiąc, jako historyk mając w pamięci wcześniejsze ich doświadczenia wolałbym, żeby tyle nie dawały. Trump zmusza tymi procentami osiągnięcie 2% przez te kraje. Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO mówi o 8 państwach , które osiągną w tym roku ten magiczny próg 2 procent.Polska minimalnie go przekroczy, będzie bodajże 2,1%, skądinąd dzięki zakupowi broni amerykańskiej dla naszego kraju. Przekroczą też i teraz także kraje bałtyckie, Grecja, Wielka Brytania. Inne kraje będą dopiero dochodzić i przekraczać, zwłaszcza Europa Południowa -jest w tych statystykach bardzo kiepska.

Zmienimy teraz temat, w elitach brukselskich chyba panuje epidemia choroby filipińskiej. Patrząc na Junckera na szczycie NATO, kiedy był podtrzymywany przez swoich współpracowników, kierowników innych państw, przewodniczących, czy można powiedzieć, że Juncker zasłabł czy coś mu się stało?

Czytałem w internecie już, że schody były za strome, buty miał za ciasne, halny w Brukseli wiał, więc możemy się śmiać….

No tak, ale to jest właśnie ta osoba, która poucza Polskę pod każdym względem. Czy na pewno nasze państwo nie ma sobie nic do zarzucenia?

Myślę, że poucza znaczniej bardziej niż Juncker pan Timmermans czy Verhofstadt. Natomiast jest to pewien problem. Ja jak słyszę takie głosy, że w interesie Rosji jest nagłaśnianie chwiejnego kroku pana Junckera – no, dobrze, ale to pan Juncker się chwieje, wobec tego nie dziwmy się, że przeciwnicy politycznej Europy to wykorzystują. Daje on preteksty…

… takie rzeczy trzeba nagłaśniać.

Trudno dziwić się dziennikarzom czy internautom, że hulają. Jak polityk ma problem, to powinien z tym problemem się zmierzyć. Pamiętamy spotkanie liderów Unii z papieżem Franciszkiem i sytuacje – a dokładnie zdjęcia Junckera bardzo gestykulującego w czasie rozmowy – też poszły w świat. Można się uśmiechać, że to był test na życzliwość innych przywódców i ten test zdali ci, co podtrzymywali pana Junckera, czyli premier Portugalii Costa i prezydent Ukrainy Poroszenko. Natomiast śmiać się rzeczywiście nie ma z czego. Jest to problem dla autorytetu Unii.

Czy to nie jest takie odzwierciedlenie całej Unii?

To taka metafora, ale z drugiej strony tego typu rzeczy generują kolejne tysiące głosów eurosceptyków. Ludzie patrzą i głosują – przeciwko takiej Unii, jaką widzą.

W piątek w Warszawie odbyło się Zgromadzenie Narodowe, 550 lat polskiego parlamentaryzmu, zorganizowane na Zamku Królewskim. PO bojkotuje, nie zjawia się, Nowoczesna wyszła ze Zgromadzenia. Czemu to służy, czy to jest kolejny etap puszczania w świat „laurki” naszej władzy , wołanie o pomoc, krzyk rozpaczy, co oni chcą osiągnąć?

Dzisiaj w trakcie naszej rozmowy pojawiły się trzy tematy. Jeden dla mnie o polityce międzynarodowej, drugi raczej do Prezesa PARPY, czyli Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, a trzeci to raczej do jakiegoś satyryka, kabareciarza. To była szopka. Ja myślę, że ambasadorowie Niemiec czy Rosji najbardziej cieszyli się z tego,co dzialo w Warszawie. Ja pamiętam taki tekst Romana Dmowskiego pt. „Gdybym był wrogiem Polski” i w tym tekście pisał on, że robiłby wszystko, żeby klasa polityczna w Polsce była skłócona. Właśnie takie sytuacje ,jak 550 rocznica polskiego parlamentaryzmu – a dziś jest równo ta rocznica przypadająca na wydarzenie w Kole w Wielkopolsce, gdzie odbył się Sejmik, który poprzedził Sejmik Generalny w Piotrkowie Trybunalskim – to jest rzecz, która powinna łączyć. Oczywiście PO, Nowoczesna, PSL i inni, ich „prawem” ,według zwyczaju, jest walka z tym rządem, ale takie rocznice powinny łączyć. I musze powiedzieć, że jednak w Europie Zachodniej tak się jak u nas nie dzieje – tego typu rocznice łączą. Takie sceny były i są na Ukrainie, gdzie ukraińska opozycja nie miała i nie ma poczucia, że powinno się być razem i dlatego demonstrują . To jest rzecz ze strony opozycji nieodpowiedzialna i antypolska – to mocne oskarżenie, ale uważam, że generowanie takich obrazków i takich sytuacji, przedstawianie takiej narracji na Zachód jest pokazywaniem, że oni bardziej niż szanują Polskę nienawidzą polskiego rzadu . Z instynktu państwowego – bo takie pojęcie powstało około 60 lat temu – dwójka bądź pała dla totalnej opozycji.

Panie Pośle, dziękuję za dzisiejszą rozmowę.

Aktualności

Czy Trump wyciągnie wnioski z błędów Obamy wzgledem Rosji ?

Posted on

Zapraszam do lektury zapisu fragmentów mojego wywiadu udzielonego podczas pobytu w USA Radiu Wnet

Przenosimy się za ocean, do Waszyngtonu, przy telefonie Ryszard Czarnecki, europoseł PiS, dzień dobry.

Witam Pana, witam Państwa, pozdrawiam z Waszyngtonu, jest tutaj blisko 2:00 w nocy, ale w Polsce dzień wstaje.

Tak jest. Pan Poseł w zastępstwie za Donalda Trumpa, który jest w Europie, czuwa nad sprawami bieżącymi w Waszyngtonie. Jak z tej perspektywy wyglądało spotkanie Putin-Trump?

Na pewno jest to spotkanie ważne, bo w praktyce pomijając spotkania face-to-face przy okazji szczytów ONZ jest to pierwsza tego typu rozmowa prezydentów USA i Federacji Rosyjskiej. Natomiast Ci, którzy interesują się polityką zagraniczną wiedzą, że nie będzie to żaden breaking point – krok przełomowy, że Donald Trump, który jeszcze z czasów kiedy był biznesmenem zakodowane ma traktowanie polityki trochę jak biznesu i traktuje Putina jako swojego konkurenta, więc Ci, którzy na polityce się znają nie zakładają, że dojdzie tu do jakiegoś zbliżenia między Waszyngtonem a Moskwą.

Chociaż wydawało się, że Prezydent Trump będzie przychylny stanowisku Rosji, a tymczasem dopiero co wybuchła sprawa rosyjskich agentów, wobec których Departament Stanu wystosował oskarżenia, tak więc sytuacja jest napięta.

Gdyby brać poważnie to, co pisano o Donaldzie Johnie Trumpie przed objęciem przez niego prezydentury, to wyłaniał się taki obraz swoistej marionetki prorosyjskiej, która z ręki Kremla je, tymczasem Donald Trump w praktyce wszedł w buty Reagana i stara się ograniczać wpływy Rosji w świecie. Nie przypadkiem Premier Jej Królewskiej Mości Theresa May dziękowała Donaldowi Trumpowi za bezprecedensowy akt solidarności z jej krajem, kiedy to ów Biały Dom podjął decyzję o wydaleniu przeszło 60 „amerykańskich dyplomatów” – w cudzysłowie, bo chodziło oczywiście o agentów Federacji Rosyjskiej. Zatem to pokazuje, że to napięcie jest realnym faktem. Na dłuższą metę interesy Rosji i USA są i będą rozbiezne, dlatego też nie spodziewam się, by Trump wystąpił tutaj w roli gołąbka pokoju.

Niepokoje budzi kwestia ukraińska, w szczególności w kontekście wypowiedzi Trumpa na G7 o aneksji Krymu, że nie była taka wcale zła, bo i tak wszyscy tam mówią po rosyjsku. Czy nie obawia się Pan, że Ukraina zostanie ofiarą rozmów w Helsinkach?

Ja też słyszałem takie sugestie, że Trump twardo będzie bronił Polski jako kraju, który jest bardzo istotny z punktu widzenia amerykańskiej strefy wpływów, natomiast umyje ręce, gdy chodzi o Ukrainę. Donald Trump wie, że Ukraina jest już paroletnim bólem głowy dla Federacji Rosyjskiej i choćby z tego tytułu, by uprzykrzyć życie Moskwie, nie będzie chciał robić jej prezentu. WNET: Odległość jest daleka, pora późna, więc ostatnie pytanie skieruję w stronę Bliskiego Wschodu, Syrii, czy te rozmowy mogą przynieść przełom na Bliskim Wschodzie?

Trudno, by nie było o tym mowy. Być może właśnie to – czyli Syria, i to, o czym Pan nie powiedział – czyli Iran, to będą główne tematy, a niekoniecznie kwestia Krymu. Kwestia Iranu to rzecz, która jest istotną piłką w grze. Przypomnę, że elementem słynnego resetu w relacjach Waszyngton-Moskwa za czasów pierwszej prezydentury Barracka Obamy była właśnie kwestia Teheranu i pozyskania przez Amerykę neutralności w tym obszarze. Amerykanie zaplacili za to dużą cenę- i mam nadzieję, że Donald Trump wyciągnął wnioski z tego nieudanego resetu i kłaniania się przez USA Rosji. Myślę, że teraz to już nie przejdzie.

Ryszard Czarnecki, prosto z Waszyngtonu, był gościem „Poranka Wnet”, życzymy Panu Posłowi wszystkiego dobrego.

Aktualności

Opozycja obraziła się na Państwo Polskie

Posted on

Poniżej publikuje wywiad, jakiego udzieliłem dla portalu wpolityce.pl red. Adamowi Stankiewiczowi

Próba skonfrontowania się Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich pokazuje de facto jego rejteradę z tych wyborów. On doskonale wie, że w tych wyborach wystartuje jako kandydat PiS obecny prezydent, pan doktor Andrzej Duda

— powiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Ryszard Czarnecki, europoseł PiS.

wPolityce.pl: Partie opozycyjne, poza Kukiz’15, zbojkotowały Zgromadzenie Narodowe z okazji 550-lecia polskiego parlamentaryzmu. Jak pan ocenia takie zachowanie?

Ryszard Czarnecki: Wczoraj akurat równo w 550 rocznicę sejmiku w Kole, byłem w powiecie kolskim na spotkaniu z wyborcami w Grzegorzewie i w Dąbiu. Na własny sposób uczciłem ten sejmik sprzed 5,5 wieku, który stworzył fundamenty pod Sejm w Piotrkowie Trybunalskim. Mówię o tym specjalnie, ponieważ to, co w tej chwili totalna opozycja robi, to jest tak naprawdę ,w gruncie rzeczy ,patrząc przez pryzmat długich polskich dziejów, tylko zapisaniem pewnego przypisu do polskiej historii. Nic ani dobrego ani mądrego opozycja nie zrobiła. Chciała po raz kolejny wysłać pewien sygnał za granicę, że w Polsce jest coś nie w porządku, co jest absurdalne, ale niektórzy wrogowie naszego kraju „kupują” taką narrację. Temu właśnie służyła ta żałosna demonstracja opozycji, bo tak naprawdę pokazała ona, że obraża się na własne państwo. Przypominam posłom opozycji, że obowiązuje ustawa o wykonywaniu mandatu posła i ona nakazuje udział właśnie w tego typu zgromadzeniach. Mam też wrażenie, że totalna opozycja dziecinnieje, bo zachowuje się jak dzieciak, który zabiera zabawki z piaskownicy i z niej ucieka.

W swoim przemówieniu prezydent Andrzej Duda odnosił się głównie do historii, ale powiedział też, że odpowiedzialność nakazuje, aby wynik wyborów był powszechnie respektowany i że wypełnianie programu wyborczego to nie tylko przywilej, ale i obowiązek wobec obywateli.

Miał rację. Nazwał rzecz po imieniu. Nie odkrył Ameryki, ale trzeba było to powiedzieć. Opozycja, powiem językiem piłkarskim, sama „zakiwała się” i to na śmierć w tych swoich politycznych dryblingach. Nie odróżnia bycia opozycją od totalnego negowania funkcjonowania państwa, bo do tego się to sprowadza. W Polsce rozstrzyga kartka wyborcza. Mam wrażenie, że opozycja bardzo obawia się tego kolejnego werdyktu, gdy chodzi o wybory, i dlatego też ucieka w tego typu happeningi polityczne.

Donald Tusk udzielił ostatnio wywiadu TVN, w którym stwierdził m.in., że w Europie jest takie przekonanie, że naciskanie na rząd PiS służy Polsce.

Diabeł ubrał się w ornat i na Mszę dzwoni. Donald Tusk jako przyjaciel demokracji i człowiek, któremu zależy na Polsce to rzeczywiście jakaś nowa figura retoryczna. Mam wrażenie, że Donald Tusk parę ostatnich lat ciężko pracował, żeby w rozmowach kuluarowych, a także wystąpieniach publicznych dezawuować Polskę, polskie władze. Wysyłał skrajnie fałszywą narrację o braku demokracji w Polsce. Jest człowiekiem bardzo głęboko zaangażowanym politycznie w Polsce po stronie totalnej opozycji. Jeżeli dzisiaj posłowie PO nazywają Donalda Tuska „liderem Zjednoczonej Opozycji”, to Platforma sama ujawnia, jaką rolę Tuskowi przypisuje. Na szczęście nie jest to opozycja zjednoczona, a jeżeli ma takiego lidera, to w zasadzie możemy spać spokojnie.

Donald Tusk mówił tez, że nie wahałby się ani chwili odnośnie startu w wyborach prezydenckich, gdyby wystartował w nich Jarosław Kaczyński. Jak pan interpretuje te słowa?

Próba skonfrontowania się Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim w wyborach prezydenckich pokazuje de facto jego rejteradę z tych wyborów. On doskonale wie, że w tych wyborach wystartuje jako kandydatem PiS obecny prezydent, pan doktor Andrzej Duda. Zatem szczerze mówiąc coraz mniejszą uwagę przywiązuje do wypowiedzi Donalda Tuska. Zwracam uwagę, że ich jest coraz więcej i widać, że Donald Tusk za wszelką cenę stara się skupić na sobie uwagę opinii publicznej, tyle że wydaje mi się, iż z coraz gorszym skutkiem.

Zjednoczona Opozycja najprawdopodobniej nie poprze Jacka Majchrowskiego jako kandydata na prezydenta Krakowa. Czy według pana to oznacza, że Państwa kandydatka, Małgorzata Wassermann, ma większe szanse na zwycięstwo?

To jest przykład na to, jak opozycja się jednoczy przez podział. Było uzgodnione porozumienie dotyczące wspólnego startu. Prezydent Jacek Majchrowski wyrzucił je do kosza. Czemu to zrobił? Z prostego powodu – uznał, że dla niego pójście do wyborów razem z Platformą byłoby rzeczą niedobrą, przeciwskuteczną wręcz. To oznacza, że PO była dla niego partnerem kompromitującym i uznał, że w Krakowie może na takiej współpracy stracić. Można powiedzieć, że nastąpił rozwód, zanim małżeństwo zostało zawarte. To zwiększa szanse Małgorzaty Wassermann, ale przede wszystkim skazuje na ciężką klęskę Platformę i Nowoczesną, bo one nie mają swojego kandydata. Zaraz będzie łapanka, ale to też osłabia szanse na znaczącą obecność Platformy Obywatelskiej w Radzie Miasta Krakowa. To jest dobra wiadomość dla PiS.

Aktualności

Cieszę się, że żyję w Polsce, gdzie gangi muzułmanów nie gwałcą nieletnich

Posted on

Poniżej publikuje zapis wywiadu z Radia Wnet

Redaktor: Jak tam w siatkówce?

Ryszard Czarnecki: Nastroje wręcz euforyczne, 3-0 z Rosją, mistrzami Europy, przypomnę że rok temu mistrzostwa odbywały się w Polsce, mieliśmy duże nadzieje, sroga porażka, nie doszliśmy nawet do ćwierćfinału, a Rosjanie na naszym terenie wygrali. A teraz, w meczu Ligi Narodów, Polska wygrywa z Koreą Południową 3-0, co nie jest niespodzianką, bo to dopiero dwudziesta pierwsza drużyna świata, ale wygrywamy też z Rosją 3-0, prowadząc cały czas i kontrolując grę. Na koniec jesteśmy więc liderem Ligi Narodów, a jest tam bardzo wiele zespołów z czołówki światowej, więc to jest bardzo ważne.

Straciliśmy jeden set z Kanadą, ale bez straty punktu. Mamy 9 punktów, 9 setów wygranych, 1 stracony, czyli świetnie.

To męski zespół, ale kobiety też sobie radzą nieźle, awansowały do elity światowej, niespodziewanie wygrały z mistrzyniami olimpijskimi Chinkami 3-2, z Włoszkami również 3-2, ale brak doświadczenia spowodował przegraną na przykład ze słabszą Tajlandią 2-3. Ale to bardzo młode dziewczyny, nawet trener Jacek Nawrocki był krytykowany, że tak odmłodził skład, choć okazało się, że miał racje. W przyszłym roku m.in. w Polsce będą odbywały się Mistrzostwa Europy kobiet. Ostatnio taka impreza była w Polsce w 2009 roku, gdzie zdobyliśmy brązowy medal, a warto przypomnieć, że nasze siatkarki były też dwukrotnie mistrzyniami Europy, już w tym stuleciu, w zeszłej dekadzie, w latach 2003 i 2005. Liczymy, że te mistrzostwa będą dla nas radosne, budujemy zespół na igrzyska olimpijskie, a w tym roku polscy siatkarze będą bronić tytułu mistrza swiata, bo siatkówka to jedyna drużynowa dyscyplina sportowa, w której Polacy mają mistrzostwo świata.

Mówi się, że to nasza narodowa specjalność, Polacy regularnie wygrywają, czy ten zespół męski to weterani, czy młodzi ludzie?

Dobre pytanie, jest trochę zawodników doświadczonych, ale nowy trener, Belg, Vital Heynen, który wcześniej trenował z sukcesami reprezentacje Belgii, Niemiec a także polski zespół Łuczniczka z Bydgoszczy, powołał bardzo wielu młodych zawodników, w tym trzech, którzy jako juniorzy nie przegrali trzydziestu paru meczów, byli mistrzami Europy kadetów, juniorów, mistrzami świata juniorów, wygraliśmy wszystko w ich kategorii wiekowej. Szereg tych zawodników gra teraz w reprezentacji. Mieszanka doświadczenia i młodości okazała się piorunująca na Rosjan, ale uwaga, od przyszłego roku w naszych barwach zagra Kubańczyk z urodzenia, Polak z wyboru, Wilfredo Leon, najlepszy przyjmujący świata, który w Zenicie Kazań zdobył tytuł Klubowego Mistrza Świata.

Polska liga jest jedną z najsilniejszych?

Mówiłem ostatnio Premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, że jestem sympatykiem piłki nożnej, ale nasze kluby z europejskich pucharów odpadły w sierpniu, a startowały w lipcu, natomiast kluby siatkarskie męskie, Skra Bełchatów jest w pierwszej czwórce najlepszych klubów świata, a ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w Final Four klubowych Mistrzostw Europy.

Czy tą potęgę możemy przełożyć na media? O piłkarzach wiemy wiele, ich zarobki, przejmujemy się transferami… O siatkarzach mało słyszymy.

Piłka nożna jest naturalnie uznawana za królową sportu, ale siatkówka jest sportem bardzo popularnym, mecz z Rosją w hali Turonu był kapitalnym widowiskiem ,którym entuzjazmowało się 11 tysięcy widzów . W ten weekend Liga Narodów w Łodzi, zapraszam, to zupełnie inna publiczność, dużo rodzin, młodych ludzi, kobiet, nie tylko nastolatków. Jest super serdeczna atmosfera, a polscy kibice są najlepsi na świecie, inni zawodnicy z zagranicy robią zdjęcia naszym trybunom z zazdrością.

Wczoraj zakończyła się Liga Mistrzów, Real Madryt wygrał.

Po raz trzeci wygrywa, co jeszcze się nie zdarzyło, piłkarze z Hiszpanii grali bardzo brutalnie, zwłaszcza Sergio Ramos, ale wygrali. A polskim zawodnikiem, który łączy te kluby był Jerzy Dudek,który wygrał Ligę Mistrzów z Liverpoolem ,a potem grał w Realu, choć był tam częściej rezerwowym.

Mecz najważniejszy, który rozgrywał się przez półtora miesiąca, to mecz w Sejmie, między rządem a paniami protestującymi przez trudną sytuację rodziców dzieci niepełnosprawnych. Te dzieci wychodzą z dzieciństwa, ale dalej są niepełnosprawne. Państwo zdecydowało się pomagać, jednak protest był według wielu sterowany przez polityków opozycji. Kto ten protest wygrał? Panie odpuściły wczoraj po crescendo ze scenami z okna sejmowego, ze zdjęciami zaczerwienionej ręki. Pojawił się komentarz, że
PiS wygrał tę walkę dzięki swojej ciapowatości, że nie wiedział co zrobić, a to się rozdmuchało i potem przeszło w fazę bycia czymś zupełnie przesadzonym.

Myślę, że stratedzy rządowi wiedzieli co robią, zaproponowali realizację pierwotnych postulatów opiekunów i opiekunek, matek, pań, które tam były i wtedy pojawiły się kolejne żądania. To już część opinii publicznej przyjęła źle, z czasem następowało zmęczenie tym protestem, w ostatnich badaniach opinii publicznej już ponad 2/3 Polaków było za zakończeniem tego protestu, „zdecydowanie” lub „raczej tak” i doszło do sytuacji, kiedy środowiska niepełnosprawnych osób się podzieliły. Był też protest niepełnosprawnych przeciwko protestowi niepełnosprawnych w Sejmie. Wyraźnie więc widać, że rodzice czy osoby będące opiekunami dzieci niepełnosprawnych odcinali się od tych protestów w Sejmie, które miały wyraźny charakter polityczny, wypowiadano się tam między innymi, by nikt z PiS-u nie wszedł w najbliższych wyborach do samorządu. Jest więc to wypowiedź stricte polityczna, tak samo jak jakieś wypowiedzi niskiego lotu o Jarosławie Kaczyńskim jednej z uczestniczek. Rząd wykazał wysoką empatię, przedstawił konkretne rzeczy. Paradoksem jest, że protest rozpoczął się tuż po wystąpieniu premiera Mateusza Morawieckiego, który zapowiedział bardzo daleko idące decyzje i kroki dla osób niepełnosprawnych, przeznaczenie 23 miliardów złotych na osoby niepełnosprawne i niedołężne. Akurat wiec ten rząd spośród wszystkich poprzednich był najbardziej otwarty na problemy osób niepełnosprawnych i myślę, że opozycja to zauważyła.

Zadawałem sobie pytanie, kiedy przyjdzie czas na dekoncentracje mediów, bo jednak grupa kilku pań była głównym, jedynym, najważniejszym newsem podczas protestu w pewnej stacji telewizyjnej, która przekonywała, jak to urzędnicy PiS-owscy i ministrowie są nieczuli na potrzeby niepełnosprawnych, podczas gdy wszyscy wiemy, że jest to pierwszy rząd od dawien dawnych czasów, który zwrócił uwagę i zaczął fundować programy społeczne. Dlaczego na przykład w mediach nie przebiło się to, że tak zwana dzietność w Polsce wzrosła z 1,32 w 2015, 1,36 w 2016 do 1,45 w 2017 roku? Jest cisza.

Tak, ja wczoraj byłem na objeździe parlamentarzystów Prawa i Sprawiedliwości w ramach akcji „Polska Jest Jedna” w województwie opolskim i dolnośląskim. Tam ,na Opolszczyźnie, w Grodkowie właśnie jedna z naszych posłanek mówiła o tym, jak wzrosła ilość urodzeń w tamtym regionie. Dobrze, że Pan o tym wspomniał,bo pamiętam gdy kiedyś podczas jednej z konferencji międzynarodowych podeszli do mnie przedstawiciele partii Likud rządzącej Izraelem dopytując o szczegóły tego programu. Izraelczycy tez chcieli taki program uruchomić, by jak najwięcej dzieci się u nich rodziło. Składam więc nam szczególne pochwały. Wracając do tematu, ja mam takie wrażenie, że osoby niepełnosprawne w szczególności wymagają szczególnej troski ze strony państwa. Ta troska jest. Co do ich opiekunów to mam wrażenie, że one same ,niektóre z tych pań, się upolityczniły, choć swoją droga te biedne osoby były traktowane instrumentalnie przez polityków Nowoczesnej, po części też Platformy Obywatelskiej, ale również przez media. To media antyrządowe, dawniej mainstreamowe i antyestablishmentowe, uczyniły z tych biednych ludzi swoistą amunicję w walce z rządem i to było przykre, bo było widać, słychać i czuć, że są oni zakładnikiem generalnej, totalnej opozycji wobec polskiego rządu, rządu Rzeczpospolitej Polskiej, który ma silny mandat demokratyczny.

Mówiliśmy o dekoncentracji mediów, demonopolizacji niektórych sektorów. Czy da się to zrobić jeszcze w tej kadencji?

Myślę, że w sensie technicznym to jest już przygotowane, jest tylko kwestia decyzji politycznej. I myślę, że jest nadzieja, że ona nastąpi, ja jestem zwolennikiem takiej dekoncentracji.

Dekoncentracja mediów dotyczy nie tylko poszczególnych sektorów mediów, jest prasa brukowa ,regionalna, ogólnopolska, są tygodniki, są stacje telewizyjne, które rozpychają się na antenie wykorzystując monopolistyczną przewagę.

To prawda. Ja rozumiem, że w sytuacji tych półrocznych rozmów z Unią Europejską, które zmierzały do porozumienia, podejmowanie takiej decyzji o zmianie struktury własnościowej mediów w Polsce było ryzykowne. Tego porozumienia nie ma. I teraz może się otworzyć nowy etap.

Byliśmy naiwni idąc na porozumienie z Unią Europejską?

Przeciwnie, bardzo mądry zabieg, taktyczny, techniczny i merytoryczny. Pokazaliśmy państwom członkowskim Unii Europejskiej, że to my, Polska, mamy dobrą wolę i wyciągamy rękę do instytucji unijnych, ale ta ręka na końcu została odepchnięta, przynajmniej na razie.

A Pana zaskoczyła wypowiedź Timmermansa sprzed 2 tygodni, że jest zgoda, że wszystko umówione, a ten Pan nagle mówi nie
Nie zaskoczyła mnie o tyle, że wiedziałem, iż Timmermans ciężko,w pocie czoła, walczy o to, żeby rząd Marka Rutte z Niderlandów przedłużył mu kadencję. Bo to nie Juncker czy jakiś establishment unijny, ale rządy delegują komisarzy do Brukseli.

A dlaczego pan premier Mark Rutte chce walczyć z Polską, co się nie podoba?

Nie tyle, że chce walczyć z Polską, co uratować olbrzymie rabaty dla Holandii, bo po brexicie Holandia jest krajem który ma największy rabat, czyli ulgę w swojej składce członkowskiej do Brukseli. Nie płaci zatem Królestwo Niderlandów miliardów euro rocznie. I właśnie dlatego chce,żeby te sytuacje, możliwość uratować. Timmermans dostał polecenie i robił to już na pierwszym posiedzeniu kolegium komisarzy przed oficjalnym ogłoszeniem przez przewodniczącego Junckera budżetu unijnego. Tylko wtedy podejmował tę kwestię bez polskiego kontekstu. Teraz zostało to uznane za pretekst, żeby pokazać holenderskie niezadowolenie. A przypomnę, że premier Mateusz Morawiecki parę tygodni temu zapowiedział chęć poparcia Polski dla projektu zlikwidowania wszystkich rabatów w Unii, bo one uszczuplają budżet-co dla Polski jest niekorzystne. Nie dziwmy się Mateuszowi Morawieckiemu, że tak powiedział. To nie jest nowa historia w dziejach integracji europejskiej. W Polsce zapomniano już, że gdy nasz kraj jeszcze wtedy z Czechosłowacją i Węgrami w 1991 roku przymierzał się do podpisania układu stowarzyszeniowego ze Wspólnotami Europejskimi, to nagle te rozmowy w ostatniej chwili zostały zablokowane,
dosłownie na samym finiszu, przez Hiszpanię. A dlaczego zostały zablokowane? A dlatego, że Królestwo Hiszpanii piec lat po wejściu do EWG uznało, że zostało pokrzywdzone, a mówiąc ściślej, że negocjatorzy ze strony Madrytu pokpili sprawę i zgodzili się na zbyt małe akweny połowowe dla hiszpańskich rybaków. Wtedy Hiszpania zaszantażowała Brukselę, że nie podpisze układu stowarzyszeniowego z Warszawą, Pragą i Budapesztem, jeżeli nie dostanie gwarancji, że zostaną powiększone te właśnie akweny. I ten szantaż się udał, Hiszpania uzyskała gwarancje poszerzenia swoich akwenów dla rybaków, a przecież rybołówstwo obok turystyki i rolnictwa jest jednym z trzech filarów gospodarki narodowej Hiszpanii. Wtedy Hiszpanii nie chodziło, że jest antypolska, antyczechosłowacka czy antywęgierska, tylko chodziło o załatwienie swoich interesów. Tak samo teraz Holandia, trudno powiedzieć by była antypolska, ale wrzucając kwestię artykułu siódmego, polskiej praworządności, chce pokazać „Hola, hola. Jeśli nie uwzględnicie naszego rabatu, to wtedy nasz komisarz odpowiedzialny za kwestię Polski ruszy do boju”… Skadinad to jest jeden z siedmiu wiceprzewodniczących Komisji Europejskiej, bo warto wiedzieć, że Komisja ma 27 komisarzy i szefa, zatem ponad ¼ tego składu to wiceprzewodniczący ! Jest to więc dość skrajny przykład eurobiurokracji. Tym niemniej jest faktem, że Timmermans gra do holenderskiej bramki. To jest potwierdzenie tego, co ja mówię od lat, że integracja europejska integracją europejską, globalizacja globalizacją, a interesy narodowe w XXI wieku w Europie i na całym świecie są najważniejsze.

Kolejna sprawa, pytanie o Włochy, tam polityczny chaos, prezydent nie zgodził się na powołanie rządu, pretekstem miało być powołanie polityka, który nie lubi euro.

To jest rzecz bardzo ciekawa. Dwie partie, które mają ten rząd powołać, które się na to zdecydowały, czyli Ruch 5 Gwiazd i Lega Nord, obie bardzo mocno od lat nagłaśniały temat wyjścia Italii ze strefy euro. Tu są konsekwentne, przy czym warto powiedzieć, że jedna z tych partii, mówię o Lega, o Lidze, jednocześnie zbija swój kapitał polityczny- i do tego stopnia że wyprzedziła Forza Italię Berlusconiego- na tym, że bardzo mocno eksponowała w kampanii zagrożenie ze strony muzułmańskich imigrantów i domagała się wprost wyrzucenia wszystkich nielegalnych imigrantów z Republiki Włoskiej. Ja myślę, że ta sytuacja może doprowadzić do wcześniejszych wyborów, tylko wtedy zwycięstwo tych partii eurosceptycznych, euronegatywistycznych, partii „anty-euro” będzie jeszcze większe, więc może nie ma się czym za bardzo martwić. Jednocześnie zwracam uwagę, że w ostatnich wyborach w Europie, w Czechach na przykład, ale też w Austrii, gdzie rząd współtworzy partia eurosceptyczna i antyimigracyjna, w Holandii gdzie Mark Rutte, liberał wygrał kampanię dlatego, że ścigał się na antyimigracyjne hasła, słowem : tutaj Europa przesunęła się głęboko w kierunku patrzenia na ręce Brukseli, w kierunku takiego eurosceptycyzmu w stosunku do instytucji unijnych, no i w kierunku większego dystansu do imigrantów, głównie muzułmańskich, spoza Europy, którzy do nas, do Europy przyjechali.

Z jednej strony mamy dystans, z drugiej mamy w Wielkiej Brytanii Timothy’ego Robinsona, który został aresztowany i skazany w ciągu 2h w procesie, w którym nie było obrońcy. Skazany na 13 miesięcy więzienia za to, że nagrywał proces gangu, który gwałcił młode chrześcijańskie kobiety.

Mówmy otwartym tekstem: gang muzułmanów, Pakistańczyków. Ja powiem tak: kiedy jako polski polityk mówię, że nikt nie powinien ingerować w polskie sprawy wewnętrzne , to samo powiem teraz- nie powinniśmy ingerować w sprawy wewnętrzne Wielkiej Brytanii. Ja wyrażę tylko satysfakcję, że ja żyję w Polsce, w kraju, gdzie gangi muzułmanów nie gwałcą chrześcijańskich dziewczynek, nie odurzają ich, nie fotografują, a następnie szantażują tymi zdjęciami. Dzięki mądrej polityce polskiego rządu, tego problemu nie ma.

Gdybyśmy nie byli w bloku wschodnim w latach 70 i 80, to pewnie otworzyliśmy dla nich granice.

Poprzednio rządziła PO i PSL, gdzie pani Ewa Kopacz, zdradzając Grupę Wyszechradzką, która głosowała inaczej- na szczycie w Brukseli w październiku 2015 roku, tuż przed wyborami w Polsce- zaakceptowała to, że miały być kwoty pozaeuropejskich imigrantów w Polsce. W pierwszym rzucie prawie 7 tysięcy, w drugim 4 tysiące, więc w sumie łącznie 11 tysięcy, a proszę sobie potem doliczyć rodziny.

Panie Pośle, ale idąc Warszawą widać, że muzułmanów jest sporo, nie trzeba tego udowadniać, przybywają z Niemiec i są finansowani często z zewnątrz. Czy powinniśmy więc wzorem z Austrii wprowadzić uregulowanie wyznawania religii muzułmańskiej?

To są ciekawe rozwiązania, które są reakcją na to, co działo się w Austrii i wielu innych krajach, gdzie meczety stały się zalążkami pewnych działań terrorystycznych. Radykalni imamowie wręcz zachęcali młodych ludzi, którzy potem podejmowali decyzje o tym, że w imię Allaha będą terrorystami i krzycząc „Allah Akbar!” zabijali kogo popadnie. Myślę, że to doświadczenie austriackie jest ciekawe, cenne, warte bardzo solidnego przeglądnięcia i wyciągnięcia wniosków . Natomiast sytuacja, w której Polska nie zgodziła się na kwoty imigrantów, bo tu Polska decyduje jaka będzie polityka imigracyjna- jest i będzie sprawą fundamentalną. Myśmy uratowali się przed tą inwazją imigrantów muzułmańskich, choć oczywiście mogą oni napływać znacznie mniejszymi strumyczkami, bo to już nie jest jakiś ocean, ale w inny sposób i trzeba to kontrolować. Mamy doświadczenia z radykalizacją muzułmanów w takich krajach jak Belgia, Holandia, Wielka Brytania, Francja, Włochy, Hiszpania i ostatnio na La Rambli w Barcelonie ten zamach też był dziełem radykalnych muzułmanów , we Francji też. Trzeba więc tym wnioskom się przyglądać i robić tak, by Polak nie był mądry po szkodzie.

Aktualności

Polskie ślady w chrześcijańskiej (sic!) Albanii

Posted on

Albania to kraj paradoksów. Ekonomicznych ‒ bo ten niegdyś najbiedniejszy kraj Europy, a dziś wciąż jeden z najbiedniejszych, ma sporo bardzo bogatych ludzi z superluksusowymi autami i posiadłościami pełnymi przepychu. Politycznych ‒ bo ta niedawna jeszcze twierdza ortodoksyjnego komunizmu jest dziś na samej szpicy państwmogących najszybciej wejść do Unii Europejskiej. Wreszcie historyczno-religijnych: kraj z muzułmańską większością ma jako swoich największych bohaterów narodowych chrześcijan, a nie wyznawców islamu. Jednym z nich jest patronka portu lotniczego w stolicy ‒ Tiranie „nene Tereza” czyli święta Matka Teresa z Kalkuty. Drugim średniowieczny przywódca antytureckich powstań, wyzwoliciel Albańczyków ‒ Skanderbeg czyli Jerzy Kastriota.

I znów służbowo jestem w tym bałkańskim państwie paradoksów. Gdy koledzy europosłowie późnym popołudniem idą na basen albo oglądają mecz w telewizji, ja jadę do dwóch katolickich kościołów położonych na obrzeżach Tirany.

Moim przewodnikiem jest redemptorysta, ksiądz spod Dębicy Andrzej Michoń. Po siedmiu latach wśród Polaków w Kazachstanie, po roku w Gliwicach i roku w Głogowie, od czterech niemal lat posługuje katolikom stanowiącym sporo wyspę, ale jednak na muzułmańskim morzu. Modlę się – ja, grzesznik ‒ w kościele pod wezwaniem świętego polskiego papieża. To pierwsza (sic!) świątynia na świecie konsekrowana pw. Jana Pawła II dosłownie kilka dni po jego kanonizacji. Posługują tu Siostry Dominikanki z Włoch. Ksiądz-rodak mówi, że najmłodsza ma 60 lat, ale mają dużo więcej „poweru” niż młodsi. Jedna z nich, po „70-tce” dopiero co złamała nogę, grając z uczniami w piłkę. Msza tutaj jest w niedzielę raz, kościół jest pełny, przychodzi około 250 osób. Większość to napływowa ludność z chrześcijańskiej północy kraju, z niewielką inteligencją, wykonywająca proste zawody – tu, w Kamzie, ale też w Tiranie czy Vlorze, elita są muzułmanie i dla nich zarezerwowane są lepsze miejsca pracy.

Po prawej stronie krzyża w centralnym miejscu kościoła JP 2 obraz Matki Boskiej podarowany przez redemptorystów z Gliwic. Przy drzwiach, po prawej, jak się wchodzi, tablica w dwóch językach: polskim i albańskim poświęcona … 150 rocznicy urodzin Józefa Piłsudskiego! Orzełka na tablicy ofiarował ambasador RP w Tiranie. Przed kościołem pomnik papieża z Krakowa. A pod nim wieniec z biało-czerwoną szarfą. Polska jest wszędzie, jak widać …

* Felieton ukazał się w ” Gazecie Polskiej” 16.05.2025

Aktualności

Warszawa i Bruksela: dobra wola dziś, porozumienie jutro?

Posted on

Poniżej publikuję wywiad dla “Polska The Times”, którego udzieliłem w minionym tygodniu:

Steven Fulop, burmistrz New Jersey łagodzi swoją wcześniejszą wypowiedź, ale pod adresem marszałka Senatu, Stanisława Karczewskiego padły z jego strony brzydkie, niemiłe słowa. Co pan o tym myśli?

Burmistrz New Jersey, niedoszły gubernator, bo mało się w Polsce mówi o tym, że Steven Fulop wycofał się z wysięgu o fotel gubernatora i jak słyszę przyszły kandydat do amerykańskiego Kongresu, który wystartuje w wyborach za parę miesięcy, okazał się rasistą. Trzeba sobie to powiedzieć wprost, bo antypolonizm jest rasizmem. Oprócz tego, pan Fulop pokazał całkowity brak wykształcenia, bo opowiada jakieś kompletne bzdury na temat polskiej historii, a z punktu widzenia politycznego okazał się nieudacznikiem, bo w sytuacji bardzo dobrych relacji polsko-amerykańskich w kontekście geopolitycznym i ekonomicznym, co dla Amerykanów jest szczególnie ważne, te reakcje stara się schłodzić. Myślę, że jest kraj, który cieszy się z takich wypowiedzi i jest nim Rosja. Być może z czystej głupoty, ale pan Fulop okazał się członkiem nieformalnej Partii Przyjaciół Rosji – PPR.

Wiele osób twierdzi, że ta wypowiedź, to pokłosie przyjętej przez Sejm i Senat nowelizacji ustawy o IPN. To wydarzenie mocno nadszarpnęło opinię o naszym kraju na arenie międzynarodowej.

Antypolonizm funkcjonuje w mediach i w kręgach politycznych Europy, czy Ameryki od dobrze ponad półwiecza, możemy też znaleźć wypowiedzi antypolskie różnych polityków przed stu lat. W związku z tym uważam za ahistoryczne wypowiedzi zwalające winę za te słowa na nowelizacje ustawy o IPN. Mam wrażenie, że część opozycji zamiast bronić polskiej racji stanu, stara się upiec własną, partyjną pieczeń i atakuje rząd w tej sprawie, zamiast ramie w ramie z rządem i polską dyplomacją bronić nas przed takimi oszczerstwami.

Opozycja nie musi chyba specjalnie atakować rządu w tej sprawie. Mówi pan o świetnych stosunkach Polski ze Stanami Zjednoczonymi, ale po przyjęciu przez Sejm i Senat nowelizacji ustawy o IPN, stanowisko amerykańskiego rządu było dość jasne i ostre, podobnie jak premiera Natanjahu – to chyba żadna wina opozycji.

Trudno winić Amerykanów za to, że szef rządu w Tel Awiwie ewidentnie sprowokowany przez swojego oponenta i kandydata na premiera z lewicy dał się wciągnąć w hecę, która na pewno nie służy relacjom polsko-izraelskim. Przypomnę naszym partnerom z Tel Awiwu, że Polska jest krajem, który znacznie bardziej rozumiał izraelski punkt widzenia niż kraje Europy Zachodniej i w różnych głosowaniach, również na forum ONZ nasze państwo, podobnie jak niektóre kraje naszego regionu, często głosowało znacznie korzystniej dla Izraela niż nasi sąsiedzi z Europy Zachodniej. Natomiast wracając do Stanów Zjednoczonych, mogę tylko powiedzieć, że każdy, kto obserwował tę sytuacje, wie, że Biały Dom bardzo tonująco wpływał na wypowiedzi Izraela chcąc, aby dwóch głównych sojuszników Waszyngtonu, jeden na Bliskim Wschodzie, drugi w Europie, nie wchodziło w konflikt. Administracja amerykańska robiła wszystko, żeby poziom tego napięcia obniżyć. Natomiast już po tym, jak nowelizacja ustawy o IPN weszła w życie miały miejsce strategiczne decyzje rządu amerykańskiego dotyczące sprzedaży nam uzbrojenia. Widać więc, że ta sprawa nie zaważyła, poza warstwą werbalną, na współpracy geopolitycznej, militarnej i ekonomicznej między Warszawą a Waszyngtonem.

Nie wiem, czy pan wie, bo jest za granicą, ale byli ambasadorowie wystosowali list otwarty do prezydenta Andrzeja Dudy oraz szefa polskiej dyplomacji Jacka Czaputowicza. Apelują w nim o „zmianę kursu, powrót do polityki proeuropejskiej i prozachodniej, zakończenie sztucznych sporów z sojusznikami, przywrócenie wiarygodności Polski, jako państwa prawa, o zaprzestanie polityki wspierania sił skrajnych”. Byli ambasadorowie piszą, że Polska jest postrzegana jako „chory człowiek Europy”.

Nie znam tego listu, natomiast wspieram politykę międzynarodową, nie tylko polskiego rządu, ale także polskiego prezydenta. Uważam, że Polska, mimo krytyki i ataków na nią, stała się istotnym punktem odniesienia dla Amerykanów, o czym już mówiłem, bo wyrośliśmy na głównego partnera USA w Unii Europejskiej, ale także dla innych krajów. Trudno sobie wyobrazić uzgadnianie unijnego budżetu i przyszłości europejskiej bez Polski. Nie będę się jednak odnosił do tego listu, bo go nie czytałem.

Pojawił się pomysł, aby uzależnić wypłaty z budżetu unijnego od przestrzegania w poszczególnych krajach zasad praworządności. Mówi się, że być może Polska, która zdaniem Unii Europejskiej tych zasad nie przestrzega, dostanie mniej pieniędzy. Myśli pan, że to realna groźba?

Tego typu plotki słyszeliśmy już od zeszłego roku. Okazało się, że to strachy na lachy. Zapowiedź powiązania spraw budżetu z przestrzeganiem w danym kraju standardów unijnych, czy zasad praworządności nie znalazła się w tym projekcie budżetu Unii na lata 2020-2027, który leży na stole w Brukseli. Nie wiem, czy mogę ujawnić przebieg rozmowy między szefem MSZ Jackiem Czaputowiczem a panią komisarz z Czech Verą Jourovą, ale zaryzykuję i powiem, że minister Czaputowicz podał przykład, który pokazuje słabość tego typu prób wiązania tych dwóch różnych kwestii. Wskazał na Francje, która miała istotne problemy, jeśli chodzi o przestrzeganie progu deficytu budżetowego, przekraczając ten próg. Czy to ma oznaczać, ze francuscy rolnicy będą karania na przykład obniżeniem do 80 procent dopłat, które otrzymują z Unii Europejskiej w ramach polityki rolnej? Absolutnie nie. W związku z tym myślę, że tego typu „kij samobij”, że tak to określę, nie będzie użyty, ponieważ szereg państw Unii uważa, że instrument, którym dzisiaj grozi się Węgrom, może też Polakom jutro, pojutrze może być użyty przeciwko ich obywatelom. Nie sądzę więc, żeby w praktyce, poza pokrzykiwaniami, zostało to zapisane i wdrożone w życie.

Na jakim etapie są rozmowy miedzy Polską a Komisja Europejską w sprawie wdrożenia wobec Polski artykułu 7?

Mamy w przyszłym tygodniu kolejne, po dwu tygodniowej przerwie, kolegium komisarzy Komisji Europejskiej, mamy też Radę do spraw Ogólnych. Myślę, że przystępujemy do decydującej tury rozmów. Jesteśmy na finiszu tych negocjacji. Jestem przekonany, że obu stronom przyświeca coś, co nazwałbym anglosaskim pojęciem politycznym „common interest” - wspólny interes. Nie mam wątpliwości, że Unia Europejska wie, iż Polska może zawetować unijny budżet – więc ten spór nie opłaca się obu stronom. Jest dobra wola i w Brukseli i w Warszawie, aby poszukać porozumienia.

Czyli myśli pan, że Unia Europejska wycofa się z decyzji o wdrożeniu artykułu 7 wobec Polski?

Bardzo dobre pytanie. Zwracam uwagę, że to rzecz bardzo ryzykowana dla obu stron. Nie tylko dla Polski, ale również dla Unii Europejskiej, ponieważ decyzja już nie tyle Komisji, co Rady jest obarczona takim ryzkiem, że Unia przegra głosowanie na forum Rady. Wtedy autorytet przeciwników Polski automatycznie by się obniżył. Myślę więc, że w tej chwili groźba użycia artykułu 7 jest niewielka. Natomiast, prawdę mówiąc, praktyczne konsekwencje jego wdrożenia, są żadne. A na wprowadzenie sankcji wobec Polski trzeba jednomyślności, której oczywiście nie będzie. Jednakże lepiej dla wszystkich, i dla nas i dla nich, żeby nie sprawdzać we praktyce tego, co pociągnie za sobą praktyczne wdrożenie wobec Polski artykułu 7. Lepiej szukać tego, co łączy niż tego, co dzieli. Znaleźć dobrą, nie na chwilę, nie na parę miesięcy, ale na lata podstawę współpracy w ramach Unii Europejskiej.

Korea Północna zbliżyła się trochę do świata. Kim Dzong Un spotkał się z premierem Korei Południowej, planowane jest spotkanie Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem. Myśli pan, dojdzie do jakiejś normalizacji stosunków z Koreą Północną?

Sam fakt, że do rozmów doszło obniża napięcie i zmniejsza szanse na to, że na granicy koreańsko-koreańskiej zacznie się III wojna światowa. Można powiedzieć, że to już jest wielki krok naprzód. Nie mam złudzeń, że porozumienie, do którego może dojść między USA a Koreą Północną, czy też w trójkącie USA-Korea Północna-Korea Południowa będzie jakoś specjalnie trwałe. Przypominam, że już ponad dekadę temu podobne porozumienie zostało zawarte i prawdę mówiąc, obie strony – i Zachód i KRL-D – tego porozumienia solidarnie nie dotrzymały. Natomiast myślę, że polityczny showman, jakim jest czterdziesty piąty prezydent USA – Donald Trump będzie chciał tę okazję wykorzystać, żeby pokazać się światu, opinii publicznej, także we własnym kraju, od nieznanej strony, czyli jako taki gołąbek pokoju. Ten, który jest odbierany nie tylko jako wojownik, ale też człowiek, który generuje pokój w sytuacji daleko idących obaw o konflikt zbrojny w tym regionie. Mam tylko marzenie, chociaż pewnie się nie spełni, żeby te rozmowy odbyły się w Polsce, bo Polska jest jedynym z nielicznych krajów na Zachodzie, którym ma u siebie ambasadę Korei Północnej, utrzymuje relacje dyplomatyczne z tym krajem. Już kiedyś w 1956 roku Warszawa była miejscem spotkania przedstawicieli dwóch państw będących w konflikcie, czyli Związku Sowieckiego i Chińskiej Republiki Ludowej, teraz Warszawa mogłaby być miejscem szczytu Korei Północnej i Stanów Zjednoczonych, choć myślę, że to spotkanie nastąpi raczej w strefie zdemilitaryzowanej – na granicy obu Korei.

Nie widać chyba końca wojny w Syrii, prawda?

W tym rejonie świata toczy się globalny mecz polityczny, gdzie różni światowi playmakerżycie, jak USA, Rosja, ale także Turcja, Iran, usiłują przeciągać linę w swoją stronę. To nie kończy konfliktu, tylko raczej go przedłuża. Polska nie powinna brać militarnie udziału w tym konflikcie. To nie jest nasza rola. Ale co istotne, bo to świadczy o pozycji naszego kraju, przed każdą akcją militarną, polskie władze były informowane przez USA, Francję i Wielką Brytanię, o ich zamiarach. To dobrze, bo musimy o tym wiedzieć, choć na szczęście, nie jesteśmy w ten konflikt zaangażowani i nie powinniśmy być.

Aktualności

Pragmatyczny (?) Berlin ,ideologiczny(?) Paryż-bez Polski ani rusz

Posted on

wPolityce.pl: Za nami spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego z kanclerz Angelą Merkel. Jakie będą konsekwencje tego spotkania?
Ryszard Czarnecki, europoseł Prawa i Sprawiedliwości: Dobrze, że do niego doszło. Choć nie jest prawdą, że to pierwsze spotkanie tych szefów państw, bo do pierwszego doszło podczas Rady Europejskiej w Brukseli, ale tamto musiało być krótkie. W latach 2007-2015 premier Tusk i premier Kopacz za wszelką cenę unikali rozmowy o różnicy zdań, protokole rozbieżności. Dziś jest inaczej. Premier Morawiecki nie ukrywał, co jest sprzeczne w naszych interesach. I uważam, że słusznie. Nie ma co ukrywać prawdy. Trzeba pokazywać, co jest wspólnym mianownikiem, a co nas różni. Dzisiaj potwierdziło się, że różni nas chociażby kwestia gazociągu Nord Stream 2. Chodzi też o kwestie gotowości do wypełnienia zobowiązań wobec NATO. Jest też sprawa reparacji wojennych. Z polskiej strony chodzi tu nie o sam fakt, że te reparacje nam się należą, a o to , w jaki sposób i kiedy zostaną zrealizowane.
Co w takim razie jest wspólnym elementem?
Wspólna może być kwestia prac nad budżetem Unii Europejskiej, choć Niemcy stosują medialne przecieki ws. potencjalnego szantażowania Polski powiązaniem oceny praworządności w naszym kraju z wysokością przepływów unijnych.
Istnieje taka możliwość?
Pod względem formalno-prawnym nie ma żadnego instrumentarium, by jakiemukolwiek państwu Unii Europejskie zabrać choć jedno euro z powodów wewnętrznych. Ale to, że nie ma takiej możliwości dzisiaj, nie oznacza, że nie może się pojawić. Tym bardziej, że coraz mocniej w brukselskich kuluarach mówi się, o uzależnieniu wypłaty kasy z Brukseli do Polski z oceną sytuacji u nas w Polsce. Za tym stoją dwa główne państwa w Unii Europejskiej, czyli Niemcy i Francja. Wbrew większości komentatorów twierdzę, że nie chodzi tu o sprawę praworządności.
O co w takim razie chodzi?
Tak naprawdę chodzi o politykę imigracyjną. Paryż i Berlin są wściekłe na Polskę, że ta jako jedno z dwóch państw w Europie prowadzi zupełnie niezależną i suwerenną politykę imigracyjną. Postawiliśmy tamę dla muzułmańskich imigrantów, a preferujemy faktyczną imigrację bliskich nam kulturowo ludzi z dawnych Kresów Wschodnich. Praworządność to tylko pretekst, powodem jest polityka migracyjna. Na razie ten szantaż jest wbrew Komisji Europejskiej i jej przewodniczącemu. Jean-Claude Juncker wie, że zastosowanie takiej bomby atomowej oznaczałoby tak naprawdę znalezienie się Unii Europejskiej trwale na równi pochyłej. Juncker nie chce przejść do historii jako grabarz Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że za jego kadencji odbywa się Brexit.
Jakie są atuty po naszej stronie w dyskusji z Niemcami?
Jesteśmy piątym krajem co do wielkości w Unii po Brexicie. Jesteśmy też liderem państw nowej Unii. Krajem, który dokonał pewnej integracji trzech podregionów w ramach tej nowej Unii – krajów bałtyckich, krajów bałkańskich i krajów grupy V4. Atakowanie Polski może być problemem w kontekście całej nowej Unii. Niemcy i Francja, które stosują zasadę divide et impera na terenie całej Wspólnoty, będą musiały na rozgrywanie Polski i innych krajów naszego regionu stracić wiele sił i środków. Polska jest też ogromnym rynkiem zbytu i mostem Unii na Wschód. Pragmatyczny Berlin, lepiej niż mocno ideologiczny Paryż, wie, że na dłuższą metę nie uda się utrzymać projektu europejskiego bez partnerskiej i podmiotowej współpracy lidera Unii, którym są Niemcy, z liderem regionu – Polską.
Angela Merkel użyła wyrażenia „polska mniejszość”. Wspomniała też o nauczaniu języka polskiego. To przełom czy tylko ukłon w stronę Mateusza Morawieckiego przy okazji tego spotkania?
Wypowiedź kanclerz Merkel to, używając języka baseballu, zdobycie kolejnej bazy. Jest to wyraźne przesunięcie piłki w kierunku bramki przeciwnika. To zmuszenie strony niemieckiej do używania języka, którym my opisujemy problem.
*Rozmawiał Tomasz Karpowicz. Portal wpolityce.pl (16.02.2026)

Aktualności

O reparacjach od Niemiec i polityce zagranicznej RP

Posted on

Dziś publikuję wywiad, którego udzieliłem w tym tygodniu red. Tomaszowi Wandasowi dla portalu Fronda.pl.

Tomasz Wandas, Fronda.pl: Szef MSZ-u pan Jacek Czaputowicz, uważa że ws. reperacji trzeba rozmawiać, lecz kwestia ta nie może obciążać naszych relacji z Niemcami. Czy szykują się zatem zmiany w polityce PiSu jeśli chodzi o tę kwestię?

Ryszard Czarnecki, wiceprzewodniczący PE: Pan minister Jacek Czaputowicz spędził wiele lat w resorcie spraw zagranicznych - jest on dyplomatą, używa języka dyplomacji. Sprawa jest jasna, świadczy o tym chociażby ostatnia wypowiedź prezesa Jarosława Kaczyńskiego w tej kwestii.

To znaczy?

Dla nas sprawa reparacji, sprawa uzyskania rekompensaty za to, co zostało nam zniszczone czy zabrane przez Niemcy podczas II wojny światowej, jest kwestią niesłychanie istotną. Nie będzie mowy o jakimkolwiek kompromisie. Kwestia reparacji jest jedną z kluczowych spraw, którą będzie chciał zająć się w najbliższym czasie rząd Prawa i Sprawiedliwości.

Minister Czaputowicz podkreślił, że w tej materii nadal poszukiwane jest rozwiązanie, dosłownie powiedział: „Nie jest to kwestia która stanowi jakiś balast w stosunkach między rządami, uważamy, że powinny odbywać się dyskusje na poziomie ekspertów i przyjmuję propozycję pana ministra Sigmara Gabriela, by eksperci dyskutowali na ten temat”. Co będzie oznaczało to Pana zdaniem w praktyce i czy nie wskazuje to jednak na odpuszczenie sprawy?

Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której Prawo i Sprawiedliwość miałoby odpuścić ten temat. Pierwszym politykiem, który po latach uruchomił sprawę reparacji był Jarosław Kaczyński. Nie ma absolutnie politycznej zgody na rezygnację z polskich uzasadnionych roszczeń. Prawo i Sprawiedliwość absolutnie nie może sobie pozwolić, aby tę kwestię odpuścić- i nie odpuścimy. Oczywiście można z łatwością wyobrazić sobie ożywione dyskusje na poziomie eksperckim. Polscy eksperci przygotują merytoryczną “amunicję” i zawalczą o to, aby te kwestie rząd miał profesjonalnie przygotowane i żeby mógł je wygrać. Decyzję o uruchomieniu panelu eksperckiego odbieram nie tyle za cofnięcie się, co za uznanie, że rząd Rzeczypospolitej będzie korzystał z fachowców, z ludzi, którzy będą potrafili przedstawić optymalne instrumenty potrzebne polskiemu rządowi w walce o reparacje.

Pan Czaputowicz mówił też z szefem niemieckiego MSZ-u o sporze Polski z Komisją Europejską w kwestii uruchomienia artykułu siódmego. Powiedział, że Polska jest otwarta na dialog i chce najlepiej jak to możliwe zaprezentować swoje argumenty: „chcę podkreślić otwartość Polski do prezentowania argumentów. Premier Mateusz Morawiecki pracuję nad białą księgą, w której Polska ustosunkuje się do wszystkich kwestii przedstawionych we wniosku Komisji Europejskiej. Czy Pana zdaniem Niemcy będą faktycznie zainteresowani poznawaniem faktycznego stanu rzeczy, czy mimo naszych starań oni i tak w tej kwestii będą mówili głosem polskiej opozycji?

Niewątpliwie, minister Czaputowicz używa języka dyplomatycznego. Ja powiem może mniej dyplomatycznie: jesteśmy otwarci na dialog z Komisją Europejską, ale w ciągu ostatnich dwóch i pół roku, to Komisja Europejska atakuje nas, a nie my Unię Europejską. Jest rzeczą oczywistą dla osób bezstronnych, że w relacjach polsko-unijnych stroną atakującą była Bruksela. Polacy mogą przedstawiać argumenty, konkretne fakty z zastrzezeniem, że dotychczasowe argumenty przedstawiane przez polski rząd, przez polskich europosłów były zupełnie lekceważone. Wydaje mi się, że pan Timmermans jak i niektórzy inni popełniają grzech niedoczytania pewnych dokumentów, zatem nie wiedzą oni lub nie chcą wiedzieć, co tak naprawdę ma miejsce w Polsce. Podejmują oni decyzje polityczne po to, aby „dokuczyć” Polsce, po to aby ustawić nas w szeregu.

Jak ocenia Pan spotkanie szefa polskiego MSZ z Timmermansem?

Sama chęć spotkania szefa polskiej dyplomacji z Fransem Timmermans jest sygnałem świadczącym o tym, że Polska chce prowadzić dialog z Unią Europejską. Fakt ten pokazuje, że kierujemy otwartą dłoń w kierunku Brukseli, jesteśmy gotowi podać sobie ręce “na zgodę”. Oczywiście jesteśmy gotowi na wiele, ale na pewno nie zdobędziemy się na poświęcenie interesu narodowego w jakimkolwiek jego aspekcie. Na pewno np. nie otworzymy się na imigrantów spoza Europy. Spotkanie Czaputowicz-Timmermans pokazuje Europie, że mamy dobrą wolę. To, co dalej się wydarzy leży głównie po stronie Unii. To Bruksela powinna teraz pokazać, że też i jej zależy na dialogu.

Dziękuję za rozmowę.

Aktualności

Europe must stand on the side of the Iranian people

Posted on

Na przełomie 2017/2018 roku w Iranie doszło do potężnych i masowych demonstracji antyrządowych w wielu miastach. Były liczne ofiary śmiertelne, wielu rannych, tysiące ludzi aresztowano. W lutym tego roku mam być w Iranie, aby zobaczyć jak wygląda sytuacja w kraju, z którym szeroko rozumiany Zachód zawarł niedawno swoisty „deal”. Poniżej przedstawiam tekst, który opublikowałem dla amerykańskiej agencji prasowej (United Press International).

By Ryszard Czarnecki

Jan. 5 (UPI) — More than one week has passed since the massive protests broke out in Iran. It started from the country’s second-largest city with spontaneous demonstrations against poverty and government corruption, but spread across Iran with lightning speed.

The slogans quickly turned political calling for the downfall of the Islamic Republic of Iran. They have reached over a hundred cities and towns, some of which were not familiar to even many Iranians before. This rightly suggests that we are faced with a nationwide popular demand against a corrupt and rotten medieval theocracy, which is now on its last legs.

At least 50 protesters have been shot dead by the security forces so far, according to daily reports provided by the network of the People’s Mojahedin Organization of Iran — better known by its initials PMOI or Persian acronym MEK — which is the popular grass-root opposition movement that the regime has been accusing of organizing the protests.

Iran’s repressive elite force, the Islamic Revolutionary Guards Corps, has begun a house-to-house search in many smaller towns, arresting those identified in the rallies, terrorizing the people and threatening them not to take part in any protests. The officials have announced over 1,800 arrests so far but the real figure is feared to reach several thousand.

According to Amnesty International, within two days some 423 detainees were registered in the notorious Evin prison in Tehran. The human rights organization stressed that “the Iranian authorities have an appalling track record of carrying out mass arbitrary arrests of peaceful demonstrators. Given the alarming scale of the current wave of arrests, it is highly likely that many of those held are peaceful protesters who have been detained arbitrarily and now find themselves in prisons where conditions are dire and torture is a common tool to extract confessions and punish dissidents.”

The world has been watching with amazement and admiration the footage of the extraordinary bravery of Iranians risking their lives on the streets to get their country back from the ayatollahs. But the response from the international community has been all but clear.

While the U.S. administration has been quick to declare support for the demonstrators and has maintained a steady line of advocacy in favor of the protesters over the past week, the European Union has been cautious and reluctant to declare any support. The EU’s diplomacy chief, Federica Mogherini, waited five days before showing any reaction. And then, after at least a dozen protesters were declared dead, instead of making a formal declaration, she retweeted comments made by her spokesperson.

“The EU is following the demonstrations in Iran. We have been in touch with the Iranian authorities. We expect that the right to peaceful demonstration and freedom of expression will be guaranteed, following President Rouhani’s public statements. We will continue to monitor the situation Iran‏,” the EU spokesperson tweeted on Monday.

But on Thursday, Amnesty International stressed that “despite President Hassan Rouhani’s assurance on Sunday, 30 December, 2017 that protesters have the right to criticize the government, the authorities’ subsequent rhetoric has suggested they intend to respond to the unrest in an increasingly ruthless manner.”

The Iranian Judiciary Chief Sadegh Larijani demanded a “strong action” from “all prosecutors.” The Head of the Revolutionary Court in Tehran, Mousa Ghanzafar Abadi, warned that the Ministry of Interior had declared the protests illegal and that those who continued to engage in demonstrations would face severe penalties. He threatened that the protest leaders and organizers could be charged with “enmity against God” (moharebeh), which is punishable by the death penalty, “as they are connected with foreign intelligence services and are implementing their agendas.” Supreme leader Ali Khamenei accused the country’s “enemies” of stirring the unrest.

U.S. Vice President Mike Pence criticized European allies in an op-ed in The Washington Post on Wednesday. “Unfortunately, many of our European partners, as well as the United Nations, have thus far failed to forcefully speak out on the growing crisis in Iran,” Pence wrote. “It’s time for them to stand up.”

The support in the United States is quite bipartisan. The U.S. Congress and Senate Democratic leaders Nancy Pelosi and Chuck Schumer, as well as former presidential candidate Bernie Sanders, have all declared support for the Iranian freedom movement.

The EU now risks to quickly lose its credibility in the eyes of many Iranians who are shocked and have expressed anger on social media on the lack of resolve from European diplomacy to be on their side.

This is not a fight between “moderates” and “hard-liners,” or Tehran vs. Trump. It’s a fight between a brave people who want liberty and their brutal oppressors. The EU needs to choose a side. It’s time to stop wasting time with the mullahs who will soon be history. It’s time to side with the future free Iran.

Ryszard Czarnecki, is vice president of the European Parliament.

https://www.upi.com/Top_News/Voices/2018/01/05/Europe-must-stand-on-the-side-of-the-Iranian-people/5321515185874/?utm_source=sec&utm_campaign=sl&utm_medium=1

Aktualności

Nagrody Czarneckiego A.D. 2017

Posted on

Jak co roku, począwszy od A.D. 2010, przyznaję honorowe wyróżnienia, które już ósmy rok z rzędu określam jako „Nagrody Czarneckiego”. W ten sposób chcę uhonorować tych, którzy w danym roku uczynili szczególnie dużo ‒ w sferze życia publicznego – dla Rzeczpospolitej. Jestem politykiem, więc raczej wyjątkowo „przyznaję” owe „Nagrody Czarneckiego” kolegom i koleżankom politykom. Staram się docenić ludzi kultury, pisarzy, reżyserów, aktorów, sportowców, ludzi nauki, którzy sprawili, że jesteśmy jeszcze dumniejszym narodem, a wizerunek Polski w świecie jest lepszy.

„Nagrody Czarneckiego” przyznałem także w tym roku, ale zanim ogłoszę listę nagrodzonych, pozwolę sobie przypomnieć nagrodzonych z ubiegłych lat. Oto te nazwiska:

2010 – pisarze: Jarosław Rymkiewicz, Marek Nowakowski, Marcin Wolski, Marek Krajewski (autor popularnych kryminałów, których akcja toczy się we Wrocławiu), Maria Dłużewska i Joanna Lichocka (za film o tragedii smoleńskiej „Mgła”), Jan Pospieszalski (za program telewizyjny „Warto rozmawiać” oraz zapis reakcji Polaków po 10.04.2026), profesor socjologii Zdzisław Krasnodębski, rysownik Andrzej Krauze i bokser Tomasz Adamek.

2011 – aktorka Katarzyna Łaniewska, tenisistka Agnieszka Radwańska, narciarka Justyna Kowalczyk, historyk Andrzej Nowak, muzyk Michał Lorenc, aktor Jerzy Zelnik, rysownik Janusz Kapusta, publicysta Rafał Ziemkiewicz, zespół „De Press”, poeta Wojciech Wencel, bloger Foxx, raper Pjus i uczestnicy Marszu Niepodległości 11 listopada oraz marszu dla upamiętnienia rocznicy stanu wojennego 13 grudnia.

2012 − aktorka Halina Łabonarska; brązowa medalistka Igrzysk Olimpijskich w Londynie w windsurfingu, która oddała swój medal na cele charytatywne Zofia Noceti-Klepacka; biskup ordynariusz diecezji drohiczyńskiej Antoni Dydycz, profesor Stanisław Żerko z Instytutu Zachodniego w Poznaniu, raper „Tadek” (Tadeusz Polkowski), Polacy na Litwie, polscy kibice na Euro 2012 i poza nim (nagroda zbiorowa), Radio Wnet.

2013 ‒ ś.p. kompozytor Wojciech Kilar, arcybiskup metropolita częstochowski Wacław Depo, historyk Krzysztof Szwagrzyk (odpowiedzialny za „Łączkę” i odnajdywanie szczątków polskich bohaterów-ofiar komunizmu), skoczek narciarski, dwukrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch, raper Evtis, TV Republika, Fundacja „Reduta Dobrego Imienia”.

2014 ‒ 3000 polskich lekarzy, położnych i studentów medycyny (nagroda zbiorowa), którzy podpisali Deklarację Wiary odrzucającą zabijanie dzieci nienarodzonych, dziennikarze Jan Pawlicki i Michał Rachoń, socjolog doktor Barbara Fedyszak-Radziejowska, aktor Marek Cichucki, bloger „Matka Kurka” (Piotr Wielgucki), represjonowany przez rząd PO-PSL tygodnik „Wprost”; ludzie protestujący przeciwko spektaklowi „Golgota Picnic”.

2015 ‒ Anna Maria Anders za działalność polonijną i upamiętnianie historii, legenda Wolnych Związków Zawodowych (WZZ) Krzysztof Wyszkowski, historycy: Sławomir Cenckiewicz, Witold Bagieński oraz Piotr Woyciechowski, dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński, aktor Marcin Kwaśny (odtwórca roli Witolda Pileckiego w filmie mu poświęconym), biskup ordynariusz włocławski Wiesław Mering, premier Węgier Victor Orban.

2016 ‒„program 500+”, Grupa Wyszehradzka, Antoni Macierewicz, Światowe Dni Młodzieży, twórcy filmu „Wołyń”, Rząd RP, akcja „Płomień Miłosierdzia”, akcja ratowanie skarbów kultury polskiej, reżyser filmowy Antoni Krauze, więzień Oświęcimia Karol Tendera, który wytoczył proces niemieckiej stacji telewizyjnej ZDF za oszczerstwa o „polskich obozach koncentracyjnych”, dwukrotna mistrzyni olimpijska w rzucie młotem Anita Włodarczyk.

W tym roku Nagrody przypadają:

1) działaczom społecznym, dziennikarzom i politykom zaangażowanym w nagłośnieniu, a następnie wyjaśnieniu afery reprywatyzacyjnej:

2) „Widzialnej ręki rynku” - Główny Urząd Statystyczny podał, że wartość eksportu w ubiegłym roku wyniosła przeszło 492 mld zł, a importu blisko 3 miliardy mniej. A więc odwróciliśmy niekorzystną tendencję, że Polska więcej sprowadzała niż sprzedawała.

3) PLL LOT - miały być niemieckie, tymczasem nie tylko pozostały polskie, ale wzrastają także ich dochody. Warto dodać, że niedawno splajtowały Air Berlin i brytyjska Monarch Airlines. Tylko w ciągu pierwszych miesięcy tego roku LOT zarobił 150 milionów z tzw. działalności podstawowej czyli przewozu pasażerów – to o 63 miliony złotych więcej niż w zeszłym roku. Szacuje się, że na koniec A.D. 2017 polskie linie zarobią przeszło 300 mln złotych. Również polskie koleje są do przodu: PKP Intercity (zysk 47 milionów) i PKP Cargo (wzrost zysku o 7,7 %).

4) „Różaniec do granic” – mimo krytyki w zachodnich mediach ta piękna w swej wymowie społeczna i religijna akcja Polaków pokazała katolikom i chrześcijanom na całym świecie, że ludzie wierzący mogą brać odpowiedzialność za życie publiczne. Znani Polacy, którzy wsparli akcję – między innymi aktor Cezary Pazura i sportowiec skoczek narciarski Kamil Stoch byli często przedmiotem zmasowanego hejtu.

5) „Wyspiański” ‒ największa ekspozycja w dziejach Muzeum Narodowego w Krakowie, a zarazem najobszerniejsza wystawa monograficzna wielkiego poety w historii polskiego muzealnictwa. Wystawa obejmuje blisko 500 eksponatów – rysunków, portretów i projektów witraży.

6) Robert Lewandowski – kapitan polskiej reprezentacji, najlepszy strzelec Bundesligi, który doprowadził w pięknym stylu Biało-Czerwonych do awansu na Mistrzostwa Świata w Rosji.

7) Gmina Jarocin (województwo wielkopolskie) – jako pierwsza w Polsce wystartowała z inwestycjami w ramach programu „mieszkanie plus”. Na jej terenie powstaje 366 mieszkań czynszowych za 50 milionów złotych.

8) Caritas i program „Rodzina Rodzinie” ‒ dzięki któremu co trzeci chrześcijanin w syryjskim Aleppo korzysta z polskiej pomocy. Brawa za empatię i pomoc braciom w Chrystusie! Za tę pomoc dziękował biskup Aleppo Georges Abou Khazen: „dobroczyńcom z Polski, instytucjom kościelnym, a także polskiemu rządowi, który jako jedyny pomaga na miejscu i ta bezpośrednia pomoc rzeczywiście dociera do Syryjczyków w potrzebie”.

9) Arcybiskup Marek Jędraszewski - metropolita krakowski za styl, w którym pełni swoją posługę w Małopolsce i za obronę interesu narodowego w różnych jego wymiarach.

10) Paulina Bidzińska – zwyciężczyni 15. edycji Eurowizji dla Młodych Tancerzy, która dopiero co zakończyła się w Pradze. Ma zaledwie 19 lat i w tym roku skończyła Ogólnokształcącą Szkołę Baletową im. Ludomira Różyckiego w Bytomiu.

Przy okazji warto przypomnieć, że Polacy są chyba narodem urodzonych tancerzy, skoro dwa lata temu inna nasza rodaczka Viktoria Nowak z Poznania też wygrała ten sam konkurs Eurowizji.

Wszystkim laureatom kolejnej, ósmej już edycji „Nagród Czarneckiego” bardzo serdecznie gratuluję i dziękuję za to, co zrobili dla Polski i promocji wizerunku naszej Ojczyzny w Europie i na świecie.