Blog

17 sierpnia 2007

Korsyka - podsumowanie. Odciąłem się "na trochę" od wieści z Polski. Na dłużej ani nie byłoby to możliwe ani potrzebne, ani też bym nie potrafił. Ale na krotko ma to plus: zanurzam się w Korsykę.

Z Ajaccio do Ile Rousse jechać można na dwa sposoby. Wybrzeżem, stojąc w korkach i górami, zapewne równie wolno, człapiąc po górskich serpentynach. Wybieram tę drugą możliwość. W sporej części jest to ta sama droga, którą jechałem z Bastii do Ajaccio. Wyprzedzić na wąskiej górskiej drodze inny samochód, gdy nie widać, co jest za zakrętem - to i sztuka i ryzyko i pokusa. A drogą wleką się, hamując ruch, także np. półciężarówki. Wreszcie koniec tej mordęgi, w sumie przyjemnej, bo podziwianie górskich krajobrazów, szczytów i po prawej i po lewej stronie to przecież miłe zajęcie. A pogoda jest taka, że dumne góry Korsyki wydają się jakby wyjęte z pejzażu eksponowanego w muzeum.

Do Ile Rousse pojechać warto i to nie tylko wtedy, gdy właśnie stamtąd, z tamtejszego portu położonego na malowniczym półwyspie, pół kilometra od centrum miasta trzeba wracać do Nicei. Warto, choćby ze względu na historię. Ile Rousse (Isola Rossa - mówią Korsykańczycy) powstało bowiem w 1758 roku, założone przez korsykańskich separatystów z przywódcą ruchu narodowego odrodzenia Pasquale Paoli. Do dziś zresztą stanowi on symbol niepodległościowych tendencji narodu (?) korsykańskiego. Miasto to, a raczej miasteczko (2,5 tys. mieszkańców) miało być przeciwwagą dla prowłoskiego Calvi, bardziej znanego od Isola Rossa miasta położonego od niego ledwie 24 km. Niby blisko, a pociągiem -któremu, jak kierowcom aut - nigdzie się nie śpieszy jedzie się… 3 kwadranse i trzeba kupić… osobne 3 bilety.
Ile Rousse jest znane głównie z portu i Muzeum Oceanograficznego. W porcie obowiązuje czas śródziemnomorski czyli np. statek do Nicei, który miał wypłynąć o 19:16 wpływa do portu przed 20., aby wziąć kurs na Nizze (jak mówią Włosi) dobre pół godziny później.

Korsyka - chciałbym tu powrócić. Opowiadała mi o niej jeszcze moja śp. Mama, która była tu pod koniec lat 50-ch. Ta relatywnie mała wyspa (nieco ponad 8700 km kw.) to taka "Europa w pigułce": jest tu 1000 km wybrzeża, są góry (ze śniegiem nawet w lecie), pustynia i… moczary. Ja dotknąłem tylko wybrzeża i gór. Reszta przede mną. Gdy tu wrócę, jak będą układały się stosunki między francuskim państwem a Korsykańczykami, coraz bardziej świadomymi własnej odrębności? Czy mieszkańcy Korsyki pójdą drogą Katalończyków czy Basków? Co osiągną? To pytania dla Europy XXI wieku. Coraz bardziej zintegrowanej i coraz bardziej zróżnicowanej…

Dodaj komentarz