Pomysł Leppera poskarżenia się prokuraturze na premiera Kaczyńskiego świadczy o kompletnej bezradności. Lepper "pojechał po bandzie", bo nie myśli w kategoriach politycznych - ale reaguje emocjami. Jest obolały, ma poczucie, że "pierścień śmierci" (politycznej) zaciska się wokół niego i stąd ta radykalizacja poglądów. Tyle, że ten kij ma drugi koniec. Jest nim klub parlamentarny "Samoobrony", który, jako żywo, nie chce z Kaczyńskimi iść na wojnę. Posłowie partii Leppera są za tym, aby ich partia pozostała w koalicji. Nie chcą też "wycinać" zasłużonego lidera czyli A. Leppera, ale jeśli ten lider zdecyduje się na samotną walkę z rządem i - w praktyce - wyjście z koalicji to wówczas powstanie "bunt na pokładzie".
Tak ostra reakcja byłego wicepremiera świadczy też, że nie ma on żadnej wizji alternatywnej. Potwierdzają to ostatnie dni: Lepper działa na zasadzie reakcji na wydarzenia, kontrreakcji itd. Nie ma pomysłów na własne inicjatywy polityczne, na własne działania kontrujące. Nic. Zero. I właśnie dzięki brakowi pomysłu, wizji mamy owe wojenne bicie w tarabany. Ni jest ono korzystne ani dla PIS-u, ani dla samej "Samoobrony" - ale dla Leppera może to być klasyczna "ucieczka do przodu".
Ale nie zmienia to faktu: Lepper zupełnie niepotrzebnie wyciągnął najcięższe armaty - wytaczając wojnę Kaczyńskiemu może ją tylko przegrać. Co więcej - wciągnie w nią "Samoobronę", która też poniesie niepotrzebne straty.
Szarpanie tygrysa za wąsy (choć Kaczyński nie ma wąsów) to nie jest najlepszy pomysł Leppera. Już lepiej w spokoju hodować strusie, a nawet bizony.
