Wczoraj byłem umówiony na spotkanie z premierem Andrzejem Lepperem w saloniku VIP-owskim na Okęciu. Spotkałem tam też jednak udającego się zagranicę Władysława Bartoszewskiego z małżonką. Okęcie to naturalne miejsce dla ex-ministra: bądź co bądź jest specjalistą od lotnictwa - jako szef Rady Nadzorczej PLL “Lot”… To była trafna decyzja rządowa: Bartoszewski przecież wiele latał. A więc nadaje się. Czemu tej prostej prawdy nie potrafią zrozumieć tacy dziwacy, jak np. Geremek (z którym o tym rozmawiałem) i ja? Czemu kręcimy głowami ze zdziwieniem: dlaczego, u licha, tak zasłużony człowiek wchodzi w sferę biznesu w takim wieku i w takich okolicznościach?
Mój najbliższy sąsiad w PE, efekciarz i tupeciarz, Austriak Hans Peter Martin (który w zeszłej kadencji wsławił się nagrywaniem, podsłuchiwaniem i fotografowaniem swoich kolegów z europarlamentu, zwłaszcza ze swojej grupy politycznej: socjalistów) dziś dał kolejny popis. Na początku sesji w Strasburgu zabrał pozaregulaminowo głos i zdążył powiedzieć parę zdań o konieczności walki z korupcją w instytucjach unijnych, zanim przewodniczący PE Borrell wyłączył mu mikrofon. Jednak ten krótki czas wystarczył, aby kamery uchwyciły nie tyle banały Martina, co scenografię wystąpienia: austriacki poseł miał - by podkreślić oczywiście swoją separację od korupcji - na twarzy specjalną maskę, używaną przez personel medyczny w czasie operacji, ze specjalnym materiałem na jamę gębową, co by można było spokojnie się komunikować! Efekt osiągnięty: dziennikarze widzieli, pół europarlamentu miało o czym gadać i co z tego, że ludzie pukają się w czoło lub ryczą ze śmiechu. Ważne, że skandalista Martin zdobył to, czego chciał: znów mówią o Martinie…
Śmierć kolejnego eurodeputowanego. Odszedł Ronaldas Pavilionis, Litwin, były rektor Uniwersytetu Wileńskiego, schorowany już, od dawna walczący - przegrywający - z rakiem. Mieliśmy dobre relacje, choć wiedziałem, że ten litewski narodowiec ma zupełnie różne od moich poglądy na najnowszą historię Litwy i relacje litewsko - polskie. Był w grupie politycznej Unii na Rzecz Europy Narodów (wraz z PiS-em). W jej imieniu na posiedzeniu PE ciepło pożegnał go Polak, Zdzisław Podkański (obecnie PSL - Piast).
Paradoks: litewskiego narodowca, ostrożnego wobec Polaków żegna polski poseł… Nie Litwin, ale Polak. Paradoks, a może przeciwnie: coś charakterystycznego dla Polaków, charakterystycznego dla Europy Środkowo - Wschodniej.
Dziś przemawiałem w PE. To był mój wkład w polską politykę historyczną. Pod pretekstem uczczenia 61 rocznicy zakończenia II wojny światowej wspomniałem o niesłusznie zapomnianych i pomijanych polskich ofiarach tej wojny. Mówiłem o 6 mln polskich obywateli narodowości polskiej i narodowości żydowskiej, którzy ponieśli śmierć w tej “najbardziej tragicznej wojnie w dziejach świata”.
Po co mówić o oczywistościach? Ano po to, że nie dla wszystkich oczywiste jest oczywiste…
Europarlament stracił znowu całą grupę włoskich eurodeputowanych, którzy udanie wystartowali do Camera dei Deputati - czyli włoskiej Izby Deputowanych. Wśród nich b. premier i niedoszły kandydat (sprzed kilkunastu dni) na szefa parlamentu Włoch - Massimo d’Alema. Mówi się, że do PE na “polityczną emeryturę” są zsyłani b. premierzy, ministrowie, szefowie parlamentów krajowych. Ale bywa inaczej. Jak widać…
Tak zresztą było w przeszłości: Fausto Bertinotti, lider radykalnych włoskich komunistów (Rifondazione Comunista) był w latach 90 - tych (wprawdzie krótko: 1994-1996) również włoskim eurodeputowanym, a teraz - przed 2 tygodniami - wybrano go przewodniczącym Camera dei Deputati w Rzymie…
Czyli PE jako trampolina?
