W Prasie

Rozmawiać z diabłem

Dla Ryszarda Czarneckiego, nazwanego onegdaj w „Dzienniku” „pupilkiem emigracji”, a obecnie posła do Parlamentu Europejskiego z ramienia Samoobrony, wizyta w Londynie to zwiedzanie starych śmieci. Swego czasu dziennikarz „Dziennika Polskiego”, za czasów redagowania gazety przez śp. Andrzeja Czyżowskiego, delegat „Solidarności” na Europę Zachodnią i postać, z którą emigracja żołnierska wiązała niemałe nadzieje. W POSK-u czuje się jak w domu. Dzisiaj jednak wiele osób w polskim Londynie woli o nim nie mówić. – Daj pan spokój, chyba moje największe rozczarowanie – mówi znana osoba w środowisku. Co się stało?

Ja tylko raz, Rokita sześć

Na pierwszy rzut oka nic wielkiego. Ryszard Czarnecki zmienił partię polityczną. Większość polskich polityków ma na swoim koncie większe czy mniejsze wolty i zmianę koszulek ligowych. Jednak zmiana barw Czarneckiego wywołała szczególne zdziwienie. Ze Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego Czarnecki stał się najpierw doradcą Andrzeja Leppera ds europejskich, a teraz jest eurodeputowanym Samoobrony. Jak się w tym znajduje? Czy nie ma z tym problemu?

­ Nie, dla mnie jest to kontynuacja tego, co robiłem jako dziennikarz „Dziennika Polskiego” i jako działacz niepodległościowy, a później jako najmłodszy minister rządu Buzka. Cały czas podkreślam konieczność robienia tych samych rzeczy. Nie zmieniam politycznej linii, nie zmieniam poglądów – zapewnia w rozmowie z „Dziennikiem” europoseł. Poza tym, za dziesięć lat nikt nie będzie pamiętać - polscy politycy tak często zmieniają partię. W porównaniu z Janem Marią Rokitą który zrobił to już sześć razy, ja zmieniłem dopiero raz. W końcu Churchill też zmienił partię…

Czy spotykani w Londynie starzy znajomi nie krzywią się? – pytam, sam będąc świadkiem sceny, gdy dawna znajoma Czarneckiego ofuknęła go publicznie: „Tylko z daleka z tym Lepperem!”. Zostałem zaproszony przez Pana Prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego do jego domu. Dobrze znam Pana Prezydenta z wywiadów prasowych i filmowych jakich mi udzielał oraz mojej działalności na rzecz podziemnej Solidarności i NZS. Pan prezydent, być może bardziej niż Kwaśniewski, jest prezydentem wszystkich Polaków i mimo, iż ma swoje zdanie niekoniecznie pokrywające się z moim na temat Andrzeja Leppera, o tyle nasza rozmowa była bardzo serdeczna. – mówi Czarnecki (co w dość zawiły sposób ma sugerować, iż ostatni prezydent II RP był po prostu grzeczny i nie zahaczał zbytnio o politykę).
O czym więc była rozmowa? Mówiliśmy w jaki sposób można jeszcze upamiętnić zasługi uchodźstwa niepodległościowego, mówiliśmy o składzie Samoobrony w Parlamencie Europejskim, a zwłaszcza o tym, że Lepper posłał tam zupełnie inną ekipę, niż tę która kojarzy się z blokadami czy wysypywaniem zboża na tory.
Czyżby jednak podświadomie Czarnecki takich działań nie traktował jako dobry sposób na reklamę i jako coś godnego pochwały? – pytam. Zna pan kategorię obywatelskiego nieposłuszeństwa? – argumentuje Czarnecki. Takie akty miały miejsce też w Europie Zachodniej, w USA…, to pewien element nacisku. A to, że łamane jest prawo? W historii Polski wielu ludzi począwszy od Piłsudskiego po opozycję niepodległościową łamało prawo dla wyższych celów. Uważam, że pod tym względem Lepper nie robi nic diametralnie innego niż to co inni politycy…
Lepper w roli Piłsudskiego a Czarnecki w roli Churchilla? Niezbyt to skromnie brzmi…. No wie, pan mówię jako historyk – śmieje się europoseł.

Winna klasa polityczna

Niech pan jednak pamięta – mówi serio już polityk - że Andrzej Lepper został stworzony przez kompletne odwrócenie się polskiej klasy politycznej od społeczeństwa. Jak pisał Rafał Ziemkiewicz (prawicowy publicysta) Lepper stawia dobre pytania. Leppera stworzyły elity polityczne, które odizolowały się od elektoratu. Potrzebny jest więc ktoś kto będzie ich reprezentował.
Dlaczego jednak akurat Lepper, który łamie nagminnie prawo i był za to skazany? I co pan robi obok osób, które w każdym innym państwie prawa siedziałby w więzieniu? To ugrupowanie w którym w powszechnej świadomosci znajdują się z kryminaliści z wyrokami, ludzie tacy jak Hojarska, Beger czy osobnicy bredzący coś o talibach w Klewkach – czy nie obawia się pan tutaj po prostu o swoją reputację? ­ Pytam coraz bardziej zdumiony.
Powiem krótko – mówi Czarnecki. Szereg zarzutów stawianych posłom Samoobrony, to zarzuty w ogóle stawiane klasie politycznej. Zapewniam, że można je stawiać różnym innym partiom i to nieraz w większym stopniu.. Jeśli chce pan wejść w licytację to proszę: jeśli mamy obok ludzi odpowiedzialnych za gigantyczne przekręty przy prywatyzacjach, byłych ministrów i porównamy to z zarzutami o niespłacony kredyt za kombajn czy sfałszowanie przepustki na widzenie się z synem siedzącym w więzieniu, to powiem, że te zarzuty są stosunkowo mniejszej skali. Co ja tam robię? Prowadziłem szkolenia dla młodzieżówki Samoobrony i zapewniam pana, że przez pierwsze pół godziny nie zorientowałby się pan czy jest pan na spotkaniu PiS, PO czy Samoobrony.
Jednak przejście Czarneckiego do Samoobrony wszystkich zdziwiło. Stefan Niesiołowski określił to „żałosnym i komporomitującym”, a Andrzej Wiszniewski „Koniunkturalizmem doprowadzonym do skrajności”. Bardzo szanuję swoich kolegów z ZChN i AWS, bardzo miło wspominam mój okres współpracy z nimi, szkoda, że dla niektórych z nich jedyną szansą zaistnienia w mediach obecnie jest nie ich działalność, ale to że krytykują Leppera i Samoobronę – odpowiada.
Wielokrotnie w naszej rozmowie przewija się wątek nieprzychylnych dziennikarzy, mediów które zmanipulowały wywiad, wypowiedź etc. Proszę o szczerość – zaczynam - ani razu żadna wypowiedź Leppera nie wywołała u pana zażenowania? Na pewno nie byłem entuzjastą jego działalności na początku lat 90, o czym on zresztą dobrze wie. Natomiast teraz często doprawia mu się gębę, Lepper ktorego ja znam, to zupełnie inny człowiek niż ten, który funkcjonuje w mediach. Teraz Samoobrona otwiera się na środowiska wielkomiejskie, inteligenckie etc. – mówi europoseł mając zapewne na myśli siebie.

Dobro Polski według Czarneckiego

Kiedy rozmawiamy na temat ewentualnych aliansów politycznych w Parlamencie Europejskim, dotykam być może odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: w jaki sposób wykształcony człowiek, od 15 lat obracający się w salonach elity politycznej, znajduje sobie miejsce w jednym z najbardziej populistycznych i aintelektualnych ugrupowań Europy. Wie pan, jesteśmy otwarci, dla dobra Polski gotowi jesteśmy rozmawiać nawet z diabłem.
A więc to tak. Dobro Polski sankcjonuje więc nie tylko łamanie prawa, co dzięki napadom na bank Piłsudskiego stało się łatwą wymówką dla fałszującej listy wyborcze posłanki Renaty Beger, ale i pakt z diabłem.
Dobro Polski… Kordianowi ta kategoria nie wystarczała…

Tekst ukazał się w „Dzienniku Polskim” (nr 201/65)