1 maja 2004 r. Unia Europejska poszerzy się m.in. o dwa narody: Polaków i Czechów. Będzie powrót do politycznej Europy, bo w wymiarze historycznym, cywilizacyjnym, geograficznym oba te kraje Europę tworzyły od zawsze. Paradoksem jest, że sąsiadując, tak mało o sobie wzajemnie wiemy. A przecież w historii Polski jest tyle wydarzeń, w których pojawiają się nasi południowi sąsiedzi. Czasem ze sobą współpracowaliśmy, czasem rywalizowaliśmy i odwrotnie. Dziejów Czech, już od Średniowiecza nie można dobrze napisać nie pisząc o wspólnych władcach, świętych, a nawet ziemiach, które raz były pod czeskim raz polskim panowaniem.
Można więc powiedzieć, że nasza potencjalna współpraca jest czymś naturalnym. Nie dlatego abyśmy musieli kochać Czechów, a oni nas. Nic na siłę. Ale bliskie związki ekonomiczne i polityczne leżą po prostu w interesie społeczeństw obu państw. Aby ta współpraca stawała się coraz pełniejsza powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o sobie. Poznawać historię wzajemnych związków, kulturę sąsiada, a także mniej - na początek- myśleć stereotypami i mitami jakie pokutują w społeczeństwie polskim na temat Czechów i w społeczeństwie czeskim na temat Polaków. Zwłaszcza, że sporo tych obiegowych, krzywdzących a czasem lekceważących opinii powstało lub utrwaliło się w okresie komunizmu. Tego komunizmu, który został narzucony obu krajom i który na kilka dziesięcioleci zahamował rozwój Rzeczpospolitej Polskiej i Republiki Czechosłowackiej.
W okresie II wojny światowej, gdy legalne rządy Polski i Czech znajdowały się na emigracji w Londynie, z inicjatywy premiera Rządu RP i Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego i jego współpracowników podjęto inicjatywę bliskiej współpracy polityczno-wojskowej obu państw, która wręcz miała zaowocować powstaniem konfederacyjnego, wspólnego państwa! Państwa, które miałoby wspólną politykę zagraniczną i wspólną armię… zresztą już wcześniej w latach trzydziestych XX wieku, także szereg polityków, a zwłaszcza wojskowych, czeskich zwracało uwagę na konieczność sojuszu z Polską jako jedynej drogi, która uchronić mogła Pragę przed niebezpieczeństwem niemieckim. Wówczas jednak oba kraje wybrały nie tyle drogę, co wybrały koncepcję polityki “samodzielnych i egzotycznych sojuszy”. Jaki był tego skutek Czesi zobaczyli jesienią 1938 roku, gdy w wyniku układów monachijskich, brytyjski premier Chamberlain przy poparciu całego zachodu sprzedał ich III-ej Rzeszy - Polacy przećwiczyli to rok później.
Zostawmy jednak historię. Warto pomyśleć o przyszłości, także tej najbliższej, już za parę miesięcy razem - Polacy i Czesi - wkroczą do struktur europejskich. I obojętnie, czy Unię Europejską lubimy, czy też nie, czy jej ufamy, czy może wcale, warto zastanowić się czy naszymi partnerami w tej “rodzinnej Europie” (Cz. Miłosz) naszymi sojusznikami będą, przy całym szacunku, daleka Grecja, Portugalia, Irlandia czy właśnie państwa położone w naszym bezpośrednim sąsiedztwie, w tym także Republika Czeska.
Mogę powiedzieć, że znam Unię Europejską i sporo o niej wiem. Wiem także to, że Zachód liczy się głownie z siłą i poważnie traktuje tych, którzy te siłę w wymiarze politycznym i gospodarczym posiadają, oraz tych, którzy dbają o własne interesy. Także dlatego warto współpracować: i w wymiarze stricte politycznym, gospodarczym, militarnym i kulturalnym. Warto wspierać współpracę przygraniczną, naukę języka sąsiadów, wzajemną wymianę, bliższe kontakty, nie tylko polityków - ale co ważniejsze - społeczeństw. Oczywiście dalej będą czasami miedzy nami różnice interesów (to naturalne także wśród przyjaciół a nawet w rodzinie) oraz różne oceny, interpretacje historii. Jednak myślenie w kategoriach wspólnego interesu - pokazania naszym zachodnim partnerom w ramach UE naszego wspólnego potencjału powinno być ważniejsze od egoistycznych zachwytów Czechów nad tradycyjną siłą ich gospodarki i również egoistycznego samozadowolenia Polaków, z powodów rzeczywiście istotnej pozycji demograficznej, a więc politycznej w ramach jednoczącej się Europy.
